Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 grudnia 2018

Okołoświąteczne kosmetyki do ciała ;)



Zanim przejdziemy do przepisów - wiem, że jak Święta to i cynamon ;)
Dlatego od razu lojalnie uprzedzam, jeśli macie wrażliwą, albo chociaż średnio-wrażliwą skórę odpuście pomysł dodawania olejku cynamonowego lub sproszkowanego cynamonu do swoich kosmetyków.
Co roku od listopada do lutego dostaję wiadomości z prośbą o pomoc, bo ktoś sobie dołożył jednego z tych dwóch gagatków do domowego mazidła i skończyło się silnym podrażnieniem, pieczeniem, a w najlepszym wypadku "burakiem przez kilka dni".
Może w tym roku dajmy cynamonowym zachciankom na wstrzymanie ;)
Do rzeczy.

Pomarańczowa maska do ciała.
- sok z jednej pomarańczy - może być kilka małych mandarynek albo, jeśli macie alergię na cytrusy, sok z pomidora. Chodzi o kwasy owocowe, dzięki którym skóra nabierze blasku.
- kurkuma 0,5 łyżeczki - czasem zamiast kurkumy dodaję 1-2 g ekstraktu w proszku, np. z jabłka cukrowego, czy z hibiskusa. To ma być dodatek pomagający poprawę kolorytu, poczytajcie pewnie macie coś takiego w swoich surowcowych zapasach ;)
- glinka biała ok 150 g - przy skórze z trądzikiem, jeśli mielibyście ochotę nałożyć maskę na plecy warto zamienić białą na zieloną lub marokańską. Ilość w dużej mierze od Was zależy - ktoś lubi gęste maski, ktoś rzadkie - co komu pasuje :)
- macerat z dziurawca 15 g - wybierajcie według potrzeb: czarnuszka przy zbytnio tłustej skórze, konopny czy sacha inchi przy wyjątkowo przesuszonej/łuszczącej się itd. Jeśli nie znajdziecie żadnego, który Wam odpowiada możecie użyć też oliwy z oliwek.

Maskę należy nałożyć na oczyszczone ciało - ja najczęściej nakładam na brzuch, pupę i uda, ale śmiało można posmarować klatkę piersiową i plecy - i pozostawić na mniej więcej 5-8 minut. W sam raz, żeby nałożyć odżywkę na włosy i umyć twarz ;) Pozostałości należy spłukać ciepłą wodą, jeśli maska była bardzo gęsta warto użyć gąbki. Ja już tego nie zmywam żelem, ani nie aplikuję potem balsamu do ciała, ale słuchajcie siebie i swojej skóry. Jeśli wkurza Was delikatna warstewka na skórze - domyjcie dokładniej. Jeśli po zmyciu maski pozostaje uczucie ściągnięcia i chętnie posmarowalibyście ciało balsamem czy olejkiem - śmiało :)

Kosmetyk należy zużyć bezpośrednio po przygotowaniu. Dodanie konserwantu do maski z sokiem z owoców niewiele pomoże, więc zróbcie tyle, by poszła całość na raz ;)

Mandarynkowo-goździkowy olejek pod prysznic.
- olej z pestek winogron 100 g - może być inny olej bazowy np. ze słodkich migdałów, rzepakowy, słonecznikowy.
- olej jojoba 28 g - niezawodny :) dla skór marudnych polecam też olej shea, konopny, z nagietka - opcji jest wiele.
- olej ryżowy70 g - ja tutaj dodaję przeważnie lżejszy olej, żeby konsystencja kosmetyku nie była zbyt ciężka i nie robił problemów przy rozprowadzaniu na suchej skórze, gdyby się komuś zachciało się użyć go do masażu (bo można)
- olejek eteryczny 8-10 kropli - ja mieszałam świątecznie goździk z mandarynką, ale jak się Wam podoba mango czy świerk to śmiało ;) Tylko niech to nie będzie aromat do ciasta. Proszę.
- ekstrakt z czerwonego wina 2 g - do swoich olejków pod prysznic od lat dodaję ekstrakty w proszku. Robią się takie fajne maceraty, a i działanie olejków z różnymi dodatkami widać na skórze. Praktycznie każdy ekstrakt w proszku się nada - zależy czego chcecie od olejku, wystarczy poczytać o właściwościach ekstraktu, który wpadł Wam w oko (albo który został z jakiegoś innego przepisu, po co się ma zmarnować ;) )


Kombinujcie z olejami - wykorzystajcie to, co już macie w domu. Jeśli jakiś olej wyjątkowo dobrze się sprawdza - użyjcie go :) Pamiętajcie tylko, żeby sprawdzić najpierw, czy przypadkiem wybrany przez Was surowiec nie powinien być dodany w niewielkiej ilości (np. laurowy).

Ja go nazywam "pod prysznic", bo smaruję nim wilgotne ciało tuż przed wyjściem spod prysznica, zamiast balsamu, ale możecie z niego zrobić olejek myjący pod prysznic. Wystarczy dodać 20 g mniej oleju, a w jego miejsce wstawić tyle samo polisorbatu 80 albo polisorbatu 20. Niestety muszą być dodatki ze sklepów z surowcami kosmetycznymi, no woda z ogórków nie zadziała ;)

Ta mieszanka sprawdzi się też, jako kosmetyk do masażu, jeśli nie będzie Wam wadziło kilka paprochów (ekstrakt) pod palcami. Mi nie wadzi, ale jakoś szczególnie zrzędliwa nie jestem xD

Olejek należy trzymać w szczelnie zakręconym pojemniku - woda z szamponem spod prysznica nie przysporzy mu długowieczności ;) Będzie dobry przez mniej więcej 2 miesiące w temperaturze pokojowej. Jeśli macie ochotę przedłużyć trwałość - dodajcie witaminy E w formie oleju lub konserwant do olejów. A jak znajdziecie ten drugi składnik, jakiś wyjątkowo skuteczny to poproszę o info, gdzie kupić xD

Waniliowy żel pod prysznic.
- guma ksantanowa 3 g - może być guma guar. Ja dodaję 5-6 g, bo lubimy w domu gęste żele, ale powinniście wiedzieć, że im więcej gumy - tym bardziej lepki będzie kosmetyk. Zaznaczam, bo niektórym to przeszkadza. Przy szczególnych problemach z zapychaniem duży dodatek gumy też może nie być sprzymierzeńcem. Możecie całkiem sobie darować ten składnik i będziecie mieli bardziej taki... płyn myjący niż żel :)
- d-pantenol 20 g - można zaszaleć i dodać żelu hialuronowego, ale ja uważam, że d-pantenol się sprawdza najlepiej.
- sorbitol 12 g - wpływa tutaj głównie na dwie rzeczy: lepkość kosmetyku i brak tego poczucia "skrzypiącej z czystości" skóry po myciu ;) Jeśli nie macie w domu, warto kupić i wykorzystać potem w 10 innych moich receptur ;) Był czas, że go kupowałam we flaszkach po pół litra xD
- olej awokado 15 g - można zastąpić dowolnym, który lubicie, ale nie polecam go pomijać dla uzyskania formuły "oil free", bo w takim przypadku żel może na dłuższą metę przesuszać skórę.
olejek eteryczny 15 kropli - ja wybrałam wanilię, ale śmiało eksperymentujcie. Jeśli dodajecie kilka różnych - nie dodaje się każdego po 15 kropli, tylko ich ma być tyle łącznie ;) I nie, nie może być olejek do ciasta - zaznaczam, bo ZAWSZE ktoś pyta.
- glukozyd decylowy 120 g - Można zastąpić go innym detergentem np. Caprylyl/Capryl Glucoside albo betainą kokamidopropylową. Przy wymianie należy dostosować ilość zgodnie z sugestią producenta - nie wszystkie detergenty będą tutaj w ilości 120 g. Zanim ktoś się zbulwersuje, że "przecież nikt takich rzeczy nie ma w domu!":
Po pierwsze - niektórzy mają, albo kupią specjalnie do tego przepisu, bo np. każdy żel z drogerii uczula/podrażnia i będą chcieli zrobić coś samodzielnie.
Po drugie - gdyby można było każdy kosmetyk zrobić z Osełki z Pasłęka, oleju Kujawskiego i mąki pszennej typ 500 bez wątpienia tylko tego byśmy używali. Ale się nie da, więc trzeba sięgać po zdobycze nauki, zamiast po zdobycze z Lidla :)

- hydrolat z kocanki 220 g - śmiało możecie dac wodę demineralizowaną lub destylowaną. Hydrolat znacznie podroży koszt kosmetyku, ale jak wspominam w odcinku - termin zbliżał się ku końcowi, więc wykorzystałam go, żeby nie poszedł w zlew ;)
- konserwowant 25-30 g - w końcu coś z marketu, stacjonarnie - spirytus xD bo innego nie miałam w domu. Może być ekologiczny konserwant ze sklepu z surowcami, ja muszę dokupić takich.

Wyjątkowo polecam to zakonserwować, bo jednak pół litra żeli się nie zużyje w 2 tygodnie. Jeśli się obawiacie konserwantów - róbcie porcje po 100 g i zużywajcie w ciągu8-10 dni. Mój ze spirytusem będzie ok przez mniej więcej 1,5 miesiąca. Zakonserwowany może stać w łazience, niezakonserwowany musi trafić do lodówki. Prysznic z żelem z lodówki też do przyjemnych nie należy ;)

Sposobu użycia dla żelu pod prysznic chyba nie muszę opisywać ;) i tak, może robić za mydło w płynie do rąk do częstego stosowania.

Michał mi elegancko ten żel podsumował: "Ok, pachnie ok, gęsty jest, myje, ale jakieś ciało po nim zbyt nawilżone, nie takie jak po mydle, że prawie skrzypi." Największy komplement :D Kwiaty i czekoladki niepotrzebne :D

Wesołego Nowego Roku!
P.


czwartek, 8 listopada 2018

Domowe preparaty punktowe na pryszcze



Hej!
Dzisiaj mam dla Was 3 proste przepisy na punktowe preparaty na pryszcze.
Żeby było jasne - to nie jest sposób na piękną, gładką cerę!
Na to trzeba zapracować (przede wszystkim lokalizując przyczynę problemu) i nie dajcie sobie wmówić, że magiczny krem czy serum załatwią sprawę.
To są po prostu preparaty, które w tym roku pomagają mi poskromić zmiany na brodzie, które to oficjalnie komunikują światu, że mam hardcore'owy czas i dużo stresu w ostatnich 2 miesiącach ;)

Aloesowy preparat punktowy:
- ekstrakt z lukrecji 0,12 g - znakomicie się sprawdza, kiedy zmiany są czerwone i bolesne, może być też ekstrakt z jabłka cukrowego, albo płynny ekstrakt z maliny. W przypadku ekstraktu płynnego można już sobie odpuścić hydrolat.
- hydrolat oczarowy 1 g - przyspiesza gojenie, więc jest przyjemnym dodatkiem. Jeśli nie używacie ekstraktu w proszku - można go totalnie pominąć. W zastępstwie posłuży też czystek albo chaber bławatek.
- d-pantenol 1 g - pomaga uniknąć suchych skórek wokół zmian, które złośliwie zachęcają nas do skubania i pogarszania sytuacji ;) Ostatecznie można dodać sorbitolu albo gliceryny roślinnej, jeśli Wam nie przeszkadza.
- żel aloesowy 10 g - jeśli macie alergię możecie zamienić go na żel z żyworódki, albo napar z oczaru lub rumianku. W przypadku naparu preparat będzie oczywiście kompletnie płynny, więc trudniej będzie go nałożyć.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na noc.

Termin ważności i przechowywanie: preparat należy trzymać w lodówce i zużyć w ciągu 2 tygodni od przygotowania. 4 dni, jeśli używacie naparu zamiast żelu. Najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Jeśli chcecie przedłużyć trwałość preparatu - wystarczy dodać do niego środka konserwującego, oczywiście zgodnie z zaleceniami producenta.


Olejowy preparat punktowy:
- olej jojoba 5 ml - może być też olej z pestek winogron albo inny, który Wam odpowiada. U mnie akurat jojoba zawsze sprawdza się tam, gdzie przyda się ukojenie.
- olej konopny 2 ml - albo olej z czarnuszki. Wiem, że część osób bardzo żali się na zapach oleju konopnego (i tamanu xD), ale ten preparat nie ma pachnieć pięknie, tylko sprawić, że pryszcze nie będą swędzące i nie zrobi się na nich sucha skorupa, którą później z uporem maniaka będziemy skubać, aż zamiast 3 pryszczy będzie ich 30 ;)
- olej tamanu 1 ml - cuchnie, ale działa. Ja czasami dodaję zamiast niego oleju rycynowego, ale to już musicie sami ocenić. Jeśli np. w OCM olej rycynowy Wam nie służy, to w takim preparacie również nie będzie.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na noc. Jeśli nie nosisz makijażu w ciągu dnia, ale masz tendencje do drapania i skubania zmian - możesz nakładać go też kilka razy w ciągu dnia, żeby tego uniknąć.

Termin ważności i przechowywanie: mieszankę trzeba trzymać w lodówce, jeśli użyjecie oleju konopnego. Jeśli nie - szafka z daleka od kaloryfera będzie ok. Najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Należy ją zużyć w ciągu 8-10 dni od momentu przygotowania.

Glinkowy preparat punktowy:
- glinka zielona 5 g - może być też żółta, albo ghassoul. Biała w ostateczności. Czerwoną odradzam, bo zostawiona na 20 minut na skórze zabarwi ją na czerwono i zamiast mniej widocznych zmian, będą bardziej widoczne placki ;)
- węgiel aktywny 1 g - jakby się bardzo upierać, to błoto z Morza Martwego się nada. Wolę węgiel, zwłaszcza jeśli mi zależy, żeby podskórna gula "wylazła" na wierzch ;) Ohydny opis, wiem, ale wszyscy wiemy o do kaman ;)
- spirulina 2 g - pomaga przy zaczerwienieniu, trochę ściąga. Jeśli nie macie spiruliny - warto dodać szczyptę maski algowej - konsystencja też będzie ciekawsza. Kilka razy robiłam z matchą - nie jest to zastępnik, ale też dobry dodatek ;)
- hydrolat z czystka - według uznania, do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Może być też oczarowy, albo napar ziołowy.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na 20 minut, delikatnie zmyj letnią wodą. Stosuj raz dziennie.

Termin ważności i przechowywanie: mieszankę trzeba trzymać w lodówce, najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Należy ją zużyć w ciągu 3-4 dni od momentu przygotowania.

Wcześniej pokazywałam Wam przepisy z olejkami eterycznymi i masłem shea - nadal je lubię i stosuję. Było trochę próśb o coś bez olejków eterycznych i bez olejów w ogóle, stąd dzisiejszy odcinek.

Mam nadzieję, że się przyda.
Pozdrawiam!
P.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Domowe kosmetyki na "mleku" owsianym :D



Hej!
Płatki owsiane ratowały mnie już z milion razy - to jest już chyba jasne jak słońce ;)



Jasne jest też, że one lubią być upierdliwe w użyciu i sprzątaniu po użyciu ;)
Z tego powodu jakiś czas temu wpadłam na pomysł wymianki samych płatków na "mleko" owsiane.
Próbowałam, kombinowałam, sporo produktów zmarnowałam aż w końcu wykręciłam 3 fajne przepisy, którymi mogę się z Wami podzielić :)
Płatki/mleko owsiane błyskawicznie pomagają załagodzić podrażnioną, czerwoną, piekącą skórę po jakichś nieprzyjemnych przygodach i wracam do nich od wielu, wielu lat.

"Mleko" owsiane możecie kupić w sklepie, albo zrobić domowe.
Ja wolę własne, bo nie zawiera cukru i innych dodatków. Jeśli chcę je wykorzystać w kuchni dodaję trochę więcej wody. Do kosmetyków domowych używam proporcji 2:1 (woda:płatki)



Maska z pokrzywą:

- mleko owsiane 15 g - robiłam też z jogurtem i z jakimś migdałowym mlekiem wcześniej - to mnie to samo, ale też całkiem przyjemne

-  suszona pokrzywa 1 g - świetnie się sprawdza przy zaczerwienieniu, a przy tym funduje bardzo delikatny peeling. Może być herbatka pokrzywowa wysypana z torebki, przyjemnie działają też płatki nagietka i chabra bławatka. Nie polecam mięty - jeśli jest chociaż odrobinka podrażnienia albo skóra była wystawiona na działąnie promieni słonecznych albo wiatru (tak, odpalałam już jesienią ;) )
- buzia może szczypać lub lekko piec, a nie powinno tak być.

- olej z czarnuszki 1 g - tutaj macie kompletną dowolność - Wasz ulubiony olej, to ten właściwy ;)

- ekstrakt z nagietka 0,3 g - polecam też ekstrakty z hibiskusa, jabłka, ginko biloba - niech Was niesie wyobraźnia ;) Tylko wypadałoby pamiętać o tym, że każdy z ekstraktów powinien być użyty w ilości nie większej, niż zalecana przez producenta.

Maseczkę należy odstawić do lodówki na 15-20 minut po przygotowaniu, nałożyć na twarz, pozostawić na 10-20 minut, a następnie zmyć letnią wodą. Jeśli trzeba smarujemy później twarz kremem, ale na 90% nie będzie trzeba ;)

Należy zużyć całość od razu, receptura nie nadaje się do przechowywania.



"Emulsja" owsiana:

- "mleko" owsiane 5 g - miałam kilka prób z dodawaniem mniejszej i większej ilości tak, żeby zamienić ten produkt w tonik i umieścić go w butelce z atomizerem, niestety za każdym razem pluje, albo się blokuje, albo zwyczajnie nie działa tak, jakbym sobie życzyła. "Emulsja" nie nadaje się też do stosowania jako tonik/esencja, ale nie zamierzam się poddawać :D

- hydrolat z lotosu 15 g - można wymienić na inne hydrolaty które nawilżają i łagodzą. Te silnie oczyszczające nie sprawdzą się tym razem.

- olej z alg fucus 3 g - próbowałam też z innymi, w tym makadamia, marula, arganowy lub z opuncji. O dziwo widać sporą różnicę w działaniu, więc wybierajcie według własnych potrzeb.

- d-panthenol 5 g - opcjonalnie można dodać żel hialuronowy.

Koniecznie trzeba to trzymać w lodówce, maksymalnie przez 4-5 dni, dlatego robię taką małą ilość. Próbowałam z kilkoma konserwantami, ale albo konsystencja się papra, albo jakieś inne nieprzyjemności się pojawiają, nawet ze starym dobrym etanolem, więc zostaję przy wersji niekonserwowanej.

Emulsja nie nadaje się do stosowania jako tonik czy esencja (jaki pisałam wyżej). Służy do nasączania np. ręcznika papierowego, papieru ryżowego, masek celulozowych w tabletce albo płatków bawełnianych. Maska czy płatki od razu są zimne, ponieważ emulsję należy przechowywać w lodówce. Maseczkę trzymam na twarzy max 25 minut, płatki pod oczy do momentu, kiedy się zagrzeją. Jeśli czujecie potrzebę zmycia pozostałości emulsji z twarzy możecie to zrobić letnią wodą lub tonikiem, ale nie jest to konieczne za każdym razem - będziecie wiedzieć, czy coś zostało na buzi i Wam przeszkadza, czy nie ;)



Owsiana maska oczyszczająca:

- "pulpa" owsiana 100 g - możecie też bardzo namoczyć płatki owsiane, wyjdzie wtedy kompletnie inna konsystencja, ale działanie takie samo.

- glinka zielona illite 25 g - ponieważ płatki zapobiegają przesuszeniu możecie sięgnąć po bardzo oczyszczające glinki, ale tak naprawdę z każdą się uda ;)

- węgiel aktywny 5 g - ja użyłam bambusowego żeby zafundować buzi mikro-detox za okazją. Jeśli nie macie kłopotów z naczynkami świetnie sprawdza się tutaj też zeolit ;)

Maskę należy zużyć bezpośrednio po przygotowaniu - już 15-20 minut później robi się zbyt gęsta, zaczyna się kruszyć i nie można jej wygodnie rozprowadzić. Taka ilość maski pokrywa twarz, szyję i cały dekolt i tak też polecam ją nakładać - idealna maska do wanny ;)
Może spokojnie wyschnąć na twarzy - dzięki pulpie nie zostawi podrażnienia. Trzymam to czasem nawet 15 minut. Podczas zmywania zrobi się lekko śliska i palce mogą się przesuwać po niej, zamiast ją ściągać, więc konjac/gąbeczka/ściereczka mogą się okazać przydatne.

Przypominam, zwłaszcza tym młodszym pasjonatom pielęgnacji ;) żeby umyć po sobie dokładnie umywalkę/wannę i zadbać o to, żeby nie zapchać odpływu ;)

Mam nadzieję, że odcinek się Wam podobał.
Pozdrawiam!
P.

czwartek, 7 czerwca 2018

3 lekkie sera do twarzy



Hej!
Mam dzisiaj 3 propozycje na lekkie serum do twarzy, zwłaszcza dla marudnych ;), bo składają się z max 5 składników i nie zawierają dodatku olejów.
Żeby było jasne - ja kocham oleje całkowicie i niezmiennie, ale wiem, że są też Ci, którzy się ich wystrzegają jak ognia ;)

Serum z witaminą C

- hydrolat z zielonej herbaty 9g - może być woda demineralizowana jeśli bardzo Wam zależy, ale trzeba będzie dodać do receptury sporo kwasu cytrynowego dla obniżenia pH. Można też zastosować hydrolat rumiankowy lub z kocanki, jeśli bardziej Wam odpowiadają.

- witamina C 1,5g - ja nie lubię przesadzać z ilością witaminy C i wcale nie zgadzam się z teorią "im więcej tym lepiej", dlatego trzymam się takiej, a nie innej ilości. Niestety nie można zastąpić tego proszku ze sklepu z półproduktami pokruszonymi tabletkami witaminy C z apteki (zawsze ktoś pyta) lub jej formą olejową.

- glukonolakton 1g - niezastąpiony :) nie dość, że zwiększa stabilność witaminy C, to jeszcze nawilża i przyspiesza regenerację. Warto kupić, bo będzie w połowie przepisów na ten rok zapewne ;)

- żel hialuronowy 3% 1g - może być również żel o innym stężeniu lub kwas hialuronowy wielkocząsteczkowy (w formie proszku), ale należy pamiętać, że kwas wielkocząsteczkowy musi być bardzo dokładnie wymieszany i spowoduje zgęstnienie serum.

- eco konserwant w płynie 3 krople - jeśli chcecie przedłużyć termin trwałości do 1 miesiąca. Jeśli nie, spokojnie zużyjcie sobie butelkę serum w 10-14 dni bez dodatku konserwantu.

Serum powinno być przechowywane w lodówce, niezależnie czy dodacie konserwant czy nie.

To konkretne serum powinno mieć pH 3-3,5, a co za tym idzie - może zostawiać na skórze poczucie szczypania lub pieczenia przez minutkę po aplikacji.  To normalne. Jeśli szczypanie utrzymuje się przez kilka minut, może to świadczyć o nadwrażliwości lub uczuleniu, więc podchodźcie ostrożnie.

Jeśli nie wiecie, jak ustalić pH kosmetyko obejrzyjcie TEN FILM.

Serum nakłada się na oczyszczoną skórę, przetartą tonikiem lub hydrolatem.
Wklepuje się kilka kropli, pozostawia na 5-8 minut do wchłonięcia, a następnie smaruje twarz kremem lub olejem.
Jeśli macie cerę bardzo wrażliwą - posmarujcie buzię kremem od razu po zaaplikowaniu serum.
Polecam używanie serum przez pierwszy tydzień rano i wieczorem, a następnie przez kolejne dni tylko wieczorami. Uważam, że najlepsze rezultaty uzyskuje się używając tego serum jako kuracji, przez maksymalnie 4-5 tygodni, a następnie odczekanie miesiąca lub dwóch zanim się do niego wróci. W mojej opinii to jest kosmetyk do stosowania 1-2 razy w roku. Ja je lubię szczególnie na jesień i wczesną wiosną, zanim zrobi się gorąco. Można go też używać latem, ale należy przykładać szczególną wagę do ochrony przeciwsłonecznej, na wszelki wypadek.
Jeśli dobrze pamiętacie, kiedyś dodawałam do niego ekstrakt z jabłka, ale z czasem (i częstymi zmianami składu) zdecydowałam, że lepiej sięgnąć po inne ekstrakty, które umieszczę w toniku, niż dodawać go tutaj.


Serum rumiankowe:

- hydrolat z rumianku 24g  - można zastąpić hydrolatem z bławatka lub lipy czy róży. Eksperymentujcie ;)

- mocznik 1,5g - trzymacie się receptury, bo za dużo mocznika zamiast nawilżenia może zafundować zupełnie inne rezultaty, których na twarzy byśmy nie chcieli ;)

- sorbitol 6g - na luzie można użyć roślinnej gliceryny lub żelu hialuronowego, wychodzą relatywnie podobne.

- ekstrakt z nagietka 0,3g - bo się skończył z rumianku ;) Oba się nadadzą. Możecie też wybrać inny ekstrakt w proszku, który odpowiada Waszej cerze. Robiłam je z ekstraktem z hibiskusa, czarnego bzu, lukrecji - działania zróżnicowane, ale zawsze było to serum warte rozmieszania i używania ;)

- kwas laktobionowy 1,5g - kluczowy i fantastyczny i po prostu kupcie sobie pudełko i zacznijcie układać owoce i wino w koszu z podziękowaniem xD, a tak poważnie, on tutaj robi robotę w departamencie nawilżania i kojenia zwłaszcza przy naczynkach, więc nie polecam go pomijać lub wymieniać na coś innego.

- eco konserwant w płynie 8-9 kropli - opcjonalnie, żeby przedłużyć trwałość, albo możecie nie konserwować i zużyć go w 3 tygodnie. Ja tak robię :D

Serum nie musi stać w lodówce, ale nie powinno być wystawione bezpośrednio na działanie promieni słonecznych.

Można go używać pod krem rano i wieczorem, jeśli tego wymaga Wasza buzia (np. przy odwodnieniu czy lekkich podrażnieniach)



Serum aloesowe:

- sok z aloesu 30g - wcześniej robiłam je na żelu aloesowym, ale zdecydowanie wolę tą leciutką wersję z sokiem. Udało mi się upolować butelkę naprawdę fantastycznego i po prostu musiałam machnąć na nim serum - jeśli macie alergię na aloes to po prostu zróbcie sobie inne serum ;)

- alantoina 0,6g - lubię zwłaszcza w kosmetykach do używania po całym dniu na słońcu, jeśli nie macie alantoiny możecie użyć NMF albo dodać więcej d-pantenolu

- d-pantenol 3g - przyspiesza gojenie i sprawia, że serum pięknie się wchłania.

- ekstrakt z lukrecji 0,6g - wcześniej robiłam z ekstraktem z czerwonego wina oraz z zielonej herbaty, były ok, ale to nie to co lukrecja ;)

- eco-konserwant w płynie 8-9 kropli - jak w poprzednim przepisie.

Serum nie musi być przechowywane w lodówce, ale warto je tam umieścić dla dodatkowego efektu chłodzenia - polecam!

serum można stosować samodzielnie lub pod krem, rano i/lub wieczorem - sami sprawdźcie, jak Wam najbardziej odpowiada :D

Mam nadzieję, że film i przepisy okazały się pomocne. Jeśli tak - dajcie znać w komentarzu, tutaj lub na YT, będę wiedziała, że warto przygotowywać kolejne tego typu odcinki.

Buziaki!
P.



czwartek, 19 kwietnia 2018

3 pachnące kosmetyki pod prysznic :)



Hej!
Przy każdym odcinku z produktami do kąpieli, przy każdym - nie żartuję! - posiadacze prysznica narzekają, że nie ma nic prostego dla nich w moich przepisach.
BUM! Już jest ;)
Ponadto - dokonałam cudu i zrobiłam kosmetyk ze zwykłym olejem do smażenia, o co padają prośby od jakichś 7 lat xD

Pachnąca kostka pod prysznic:

50 g sody oczyszczonej - może być taka zwykła, ze spożywczaka

25 g kwasu cytrynowego - j.w.

15 g oleju słonecznikowego - jeśli kostka ma tylko zapewnić przyjemny zapach śmiało użyjcie taniego, zwyczajnego oleju. Jeśli chcecie wrzucić ją do miski i podczas prysznica wymoczyć stopy warto dodać lepszego oleju (oliwa z oliwek, rycynowy, z pestek winogron itp.)
20 kropli olejku eterycznego - przy katarze polecam sosnowy, macie za okazją inhalację ;)

Kostka musi porządnie wyschnąć przed użyciem inaczej zostaniecie z wilgotnym proszkiem zamiast z kostką ;) Nie trzeba tego upychać w silikonowej formie, można spokojnie ugnieść łyżką na dnie kubka czy miseczki.

Zużyć w ciągu 2-3 tygodni. Przechowywać w suchym miejscu.



Klasyk kawowy:

50 g kawy - ja użyłam takiej, która mi zwyczajnie nie smakowała, ale - jak wspominam w odcinku - zgodnie z filozofią ZERO WASTE możecie spokojnie wykorzystać fusy z ekspresu. Jeśli zużyjecie peeling od razu po przygotowaniu - mogą być wilgotne fusy z dna kubka, ale jeśli ma stać 2-3 dni to na 90 % taki z mokrymi Wam spleśnieje.

10 g kakao - zwykłe, żaden napój czekoladowy. Głównie dodaję je dla zapachu, ale mała dawka antyoksydantów zawsze w cenie ;)

olej z pestek winogron - może być kokosowy, ze słodkich migdałów, oliwa. Dodajcie według uznania, Wy lepiej wiecie, jaka konsystencja Wam odpowiada ;)

Taka ilość wystarcza mi na 3 użycia. Peeling z automatu potraktowałam, jako kosmetyk pod prysznic, bo nigdy nie robię peelingu w wannie (żeby się potem nie kąpać "we własnej zupie" ;) )
Kosmetyk należy zużyć w ciągu 3-4 dni od przygotowania.
Możecie dodać ekstra 15 kropli olejku eterycznego, ale dla mnie kawa i kakao to połączenie mistrzowskie :D



Olejek pod prysznic:

30 g oliwy z oliwek - jeśli nie będziecie dodawać polisorbatu i pozwolicie olejkowi pozostać na skórze, możecie użyć bardziej odżywczego oleju, ja często robię z czarnuszką lub sacha inchi.

7 g polisorbat 20 - ta substancja sprawi, że olejek w kontakcie z wodą przybierze "mleczną konsystencję" i będziecie mogli łatwo spłukać nadmiar ciepłą wodą, bez żelu czy mydła. Można pominąć ten dodatek i zastąpić go innym olejem, wtedy kosmetyk nie będzie się spłukiwał.

5 g olej z kiełków pszenicy - może być też z ogórecznika, shea, kokosowy frakcjonowany, tamanu - dobierzcie zależnie od problemów czy wymagań Waszego ciała.

8-10 kropli olejku eterycznego - możecie dodać jeden, możecie mieszankę kilku. Pamiętajcie tylko, żeby to był olejek, który nadaje się do stosowania na ciało, żeby potem nie było nieprzyjemnych niespodzianek w postaci uczulenia ;)

Olejek należy zużyć w ciągu 2 tygodni od przygotowania.

Wersja z polisorbatem: olejek nakładamy na wilgotne, umyte ciało, pozostawiamy na chwilę (np. podczas mycia włosów), żeby ciało miało czas wchłonąć kosmetyk. Następnie spłukujemy nadmiar ciepłą wodą bez detergentu. Jeśli nie pocicie się bardzo mocno i dokucza Wam skóra sucha, raz na kilka dni można użyć tego kosmetyku zamiast żelu pod prysznic. Po siłowni nie polecam ;)

Wersja bez polisorbatu: niewielką ilość olejku wcieramy w wilgotne, umyte ciało zamiast balsamu. Po wyjściu spod prysznica tylko lekko oklepujemy ciało ręcznikiem. Podkreślam intensywnie słowo NIEWIELKĄ ;) Jeśli przesadzicie skończy się tłustym ręcznikiem albo kłakami psa przyklejającymi się do łydek - sprawdzone ;)

Przyjemnego popołudnia!
P.


sobota, 3 marca 2018

"Recykling" kosmetyków: odżywki do włosów




Hej!
Tak mi się złożyło, że miałam 3 kosmetyki, które mi się nie sprawdzały i postanowiłam je trochę przerobić :)
Mam nadzieję, że ten odcinek będzie dla Was inspiracją - może i u Was znajdzie się "druga szansa" dla jakichś przeciętnych produktów, na które i tak już wydaliście pieniążki ;)

Poniżej zostawiam proporcje i listę rzeczy, które ja wykorzystałam - przypominam, że to tylko inspiracja.
Przejrzyjcie swoje zasoby i sprawdźcie, co możecie wykorzystać :)
Takie gotowe kosmetyki, które nie działają wystarczająco dobrze, są świetną bazą do wykorzystania ekstraktów i substancji aktywnych ;)

Zagęszczanie odżywki/maski:
masło kawowe 10 g
masło kakaowe 30 g
rzadka odżywka do włosów ok 150 g

Wspomaganie działania odżywki do włosów:
olej z pestek winogron 20 g
d-pantenol 10 g
kiepska odżywka ;) ok 150 g

"Przerabianie" żelu pod prysznic na płyn do kąpieli:
spirulina 8 g
olej kokosowy frakcjonowany 10 g
żel pod prysznic ok 200 g (ja miałam taki z naprawdę kiepskim składem, więc do kąpieli używałam tylko kilka łyżek, dla piany ;) )

Pozdrawiam gorąco!
P.

sobota, 24 lutego 2018

3 domowe kosmetyki do pielęgnacji ciała



Hej!
Mam dzisiaj dla Was 3 bardzo proste i bardzo przyjemne w używaniu domowe kosmetyki do pielęgnacji ciała :D

Maska do ciała ze spiruliną:

spirulina 30 g - mogą być algi fucus albo laminaria, działanie, aplikacja i łatwość zmywania będą zupełnie inne, ale ogólne poczucie napięcia skóry będzie podobne.

glinka zielona illite 10 g - możecie użyć takiej glinki, jaką lubicie, jeśli macie np. problem z naczynkami sięgnijcie śmiało po czerwoną ;)

olej z pestek winogron 35 g - może być też olej ze słodkich migdałów, kokosowy czy oliwa z oliwek

olej awokado 20 g - może być też makadamia lub olej z alg fucus

Jeśli wolicie bardziej gęste maski - zmniejszcie po prostu ilość oleju z pestek winogron.

Maskę należy zużyć w ciągu 2-3 dni i trzeba ją przechowywać w lodówce.

Ja nakładam ją na ciało cieniutką warstwą, pozostawiam na 15-30 minut, zależy ile mam czasu i jak bardzo jest mi zimno ;) Latem pół godziny bez problemu ;) Zmywam ją gąbką i ciepłą wodą, po masce nie stosuję już balsamu do ciała.

Jeśli narzekacie na zapach alg pozostają 3 opcje:
a) dodajecie olejku eterycznego z nadzieją, że zapach nie będzie wadził
b) lekceważycie zapach lub decydujecie się go polubić
c) kupujecie gotową maskę ze sklepu i nie zawracacie sobie gitary przepisem xD

Masło do masażu ciała:

masło kawowe 20 g - ostatecznie może być masło shea lub mango, ale wtedy polecam dokupić kofeinę lub ekstrakt z guarany, żeby dodać do kosmetyku.

lanolina 5 g - masło na dłużej pozostaje na skórze i w moim przypadku lepiej sobie radzi z suchymi plackami, ale jeśli nie chcecie stosować lanoliny to po prostu dodajcie te 5 g więcej masła kawowego. Lecytyna sojowa tylko spapra formulację ;)

masło kakaowe 10 g - jeśli zastąpicie je innym, np. shea, murumuru, awokado - pamiętajcie, żeby zmniejszyć ilość dodawanych olejów, bo brak masła kakaowego diametralnie zmieni konsystencję gotowego kosmetyku.

olej makadamia 10-20 g - zależy, czy wolicie bardziej gęste czy bardziej miękkie ;) Można go zastąpić olejem jojoba albo z alg fucus czy z nagietka.

olej z alg fucus 10 g - zastępniki podobnie jak w przypadku makadamii - ja akurat w tej recepturze sobie ukochałam połączenie makadamia + fucus i moje ciało najbardziej taką mieszankę lubi.

witamina E 2 g - opcjonalnie, pomaga przedłużyć trwałość kosmetyku.

Masło trzeba rozgrzać w dłoniach, a następnie wykonać masaż, można używać do całego ciała.
Najlepiej zużyć w ciągu 3-4 tygodni od przygotowania.
Nie trzeba trzymać go w lodówce, ale należnie szczelnie zakręcać i nie wystawiać na działanie promieni słonecznych.

Puszyste masło różane do ciała :

masło shea 350 g - ja używam nierafinowanego, ale jeśli najbardziej zależy Wam na zapachu - możecie wybrać rafinowane albo masło mango. Masło awokado będzie zbyt miękkie i kosmetyk nie da się ubić, będzie się bardziej ciągnąć niż rozsmarowywać. Kakaowe jest zbyt gęste, trzeba byłoby poeksperymentować z ilością, żeby wyszła Wam odpowiednia konsystencja.

masło mango 100 g - dla mnie niezbędne tutaj i niezastąpione.

olej arganowy 60 g - możecie dodać np. oleju jojoba, makadamia czy z kiełków pszenicy

olej z dzikiej róży 20 g - nazwałam ten kosmetyk masłem różanym przez ten olej i różany olejek eteryczny ;) - możecie je zastąpić olejem, który lubi Wasza skóra, nawet konopnym.

olej z pestek moreli 20 g - możecie dodać więcej różanego, albo inny, który Wam pasuje. Ten pachnie trochę marcepanem, więc znalazł się w recepturze z myślą o koleżankach, do których miał trafić ;)

witamina E 3 g - jak w poprzednim przepisie.

Opcjonalnie możecie dodać olejek eteryczny, niektórzy lubią kosmetyki mocno pachnące, niektórzy bezzapachowe - jak stryjenka uważa.
Pamiętajcie o tym, żeby Wasz olejek był przeznaczony do stosowania na ciało, bo od takich do kominka zapachowego można się dorobić ostrych problemów ze skórą.

Masło należy zużyć w ciągu miesiąca od przygotowania i nie trzeba trzymać go w lodówce.

Mam nadzieję, że odcinek się Wam spodobał. Jeśli zrobicie swoje wersje moich kosmetyków - koniecznie wyślijcie mi foto na Instagramie! Naprawdę cieszy mnie niezmiernie, kiedy widzę, że to nie tylko rozrywka dla Was ale i coś konstruktywnego :)

Ściskam mocno!
P.

sobota, 10 lutego 2018

3 domowe kosmetyki do pielęgnacji ust




Hej!
Dzisiaj proste i przyjemne przepisy na domowe kosmetyki do ust :)
Jest słodki balsam z miodem, jest balsam w wersji wegańskiej - tak, tak, o Was też pamiętam ;) i jest rumiankowy scrub.

Wszystkie produkty w tym odcinku robię na zimno, bez podgrzewania. Dzięki temu możecie wybrane przeze mnie oleje zamienić na "oleje lodówkowe", czyli te, których nie można podgrzewać (konopny, z pestek malin itp.)

Jeśli nie macie moździerza, nie ma czym się przejmować, można to wszystko wymieszać w filiżance łyżeczką ;) Trzeba będzie po prostu włożyć nieco więcej wysiłku ;)

Jeśli chcecie podgrzać masła, by uzyskać gładką konsystencję (bliżej do balsamu niż do kremu ;) ), jak najbardziej możecie to zrobić. Uważajcie tylko by nie zagotować składników. Najlepiej robić to w kąpieli wodnej.

W kwestii zastępników - zawsze ktoś pyta ;) - potraktujcie przepisy jako inspirację. Jeśli macie w domu inne oleje i masła - spróbujcie pozamieniać i stworzyć coś swojego o podobnych proporcjach.
Lanolinę można zastąpić lecytyną sojową (ale wychodzi to trochę kiepsko).
W kwestii maseł - pamiętajcie, że im twardsze masło, tym trudniej będzie je wymieszać i tym gęstszy wyjdzie balsam.

Jeśli chcecie, by balsamy ładnie pachniały możecie dodać do nich olejków zapachowych, takich do ciasta. Muszą być spożywcze.

Jeśli chcecie, by balsamy były kolorowe - dodajcie kilka kropli soku z buraczka, szczyptę kurkumy albo odrobinę barwnika spożywczego (do ciasta, nie do jajek ;) ).

Peeling można zrobić na oleju kokosowym, albo na innym oleju, bez dodatku masła. Ja wolę peeling, który nie spływa z ust w trakcie używania, dlatego dorzucam odrobinę masła.

Miodowy balsam do ust:
5 g masła shea
3 g lanoliny
3 g miodu
2 g oleju z pestek moreli
3 g oleju z kiełków pszenicy

Najlepiej zużyć balsam w ciągu 2 miesięcy.

Balsam do ust z masłem mango: 
6 g masła mango
5 g masła shea
5 g oleju z nagietka
6 g oleju rycynowego

Najlepiej zużyć balsam w ciągu 3 miesięcy. 

Rumiankowy peeling do ust:
2 g masła mango
4 g oleju z pestek winogron
5 g cukru
3 g suszonego rumianku, rozdrobnionego w moździerzu

Najlepiej zużyć peeling w ciągu 3-4 tygodni.

Niestety nie można wykorzystać masła do kanapek, ani oleju do smażenia. Słoiczki najlepiej zachowywać po innych kosmetykach, albo kupić w sklepach z surowcami kosmetycznymi lub na allegro. Wybór jest bardzo duży.

Pozdrawiam!
P.

niedziela, 17 grudnia 2017

3 ekspresowe, domowe zabiegi na twarz :)




Hej!
Wszyscy są zabiegani przed świętami - pomyślałam, że przyda się Wam kilka pomysłów na mikroskopijne SPA, które można zorganizować za grosik w domu, w kilka minut :D
I do tego pachną świętami :D
Jesteś zadowolona - jesteś milsza dla innych ;) Proste :D
Ściskam przedświątecznie!
P.

Ekspresowa maseczka oczyszczająca:
- świeży sok z pomarańczy (dodajcie tyle, by odpowiadała Wam konsystencja maseczki - jedni lubią gęste, inni rzadkie :D)  - nie może być z kartonu. Możecie zamiast pomarańczy sięgnąć po mandarynkę, cytrynę lub pomidora.
- 1 łyżka glinki czerwonej lub żółtej - jeśli macie akurat pod ręką inny rodzaj glinki - wykorzystajcie go. Te dwie po prostu pasują najlepiej ;)
- 1/3 łyżeczki kurkumy - nie przesadzajcie z ilością, bo na kolacji wigilijnej będziecie wyglądać jak pomarańcza ;) Nie może być curry - od razu zaznaczam. Chcemy buzię załagodzić i poprawić koloryt, nie podrażnić ;)

Po wymieszaniu nakładamy maseczkę na oczyszczoną twarz i szyję i pozostawiamy mniej więcej na 3 minuty. Idealnie sprawdza się pod prysznicem, bo łatwo ją zmyć bez ochlapywania całej łazienki ;) Nie trzeba niczym spryskiwać, bo w tym czasie nie zdąży zastygnąć. Jeśli jakimś cudem zacznie wysychać - opryskajcie twarz tonikiem lub wodą termalną, to pomoże uniknąć podrażnienia.

Maseczkę należy zużyć od razu po przygotowaniu.

Peeling makowy:
- 1 łyżka mąki ryżowej - może być ewentualnie owsiana, niestety tortowa, pszenna poznańska, ani żytnia do pieczenia. Nie mają tych właściwości, co ryżowa - obiecuję.
- 2 łyżki maku - mielony jest jeszcze delikatniejszy od normalnego. Możecie też użyć innych drobinek, byleby nie były zbyt ostre (kawa do twarzy się nie nadaje moim skromnym zdaniem), albo użyć samej mąki ryżowej.
- olej z pestek winogron (według uznania) - możecie użyć innego oleju, który odpowiada Waszej skórze albo mieszać peeling na bieżąco na dłoni z tonikiem, hydrolatem czy wodą.

Peelingiem można złuszczać oczyszczoną skórę twarzy i szyi, a nawet dekoltu wykonując delikatny masaż przez kilka minut. Jeśli nie lubicie tłustej warstewki na skórze - po wykonaniu zabiegu po prostu zmyjcie nadmiar delikatnym żelem myjącym lub mydłem.

Peeling bez dodatku oleju może stać zakręcony nawet przez kilka tygodni.
Po dodaniu oleju należy zużyć do w ciągu 5-7 dni.
Jeśli będziecie dodawać wody czy toniku - mieszajcie proszek z płynem na dłoni, na jedno użycie. Jeśli wlejecie tonik do słoiczka cały peeling trzeba będzie zużyć od razu po przygotowaniu.

Goździkowa parówka:
- 2 łyżeczki goździków
- 1 łyżka bratka
- 3 łyżki mięty pieprzowej

Przy naparach czy ekstraktach, które trafią do kosmetyków można wybierać zioła, które mają wspomagać gojenie, łagodzić, pobudzać regenerację. Tutaj robimy parówkę ziołową, która będzie miała za zadanie otworzyć pory i pomóc nam oczyścić cerę i przygotować ją na przyjęcie jakiejś fajnej nawilżającej maseczki czy serum, więc wybór ziół to bardziej kwestia zapachowa ;)
ABSOLUTNIE NIE robimy parówki codziennie! To może tylko wyrządzić krzywdę.
Osoby z cerą naczynkową powinny unikać tego zabiegu, bo może doprowadzić do rozszerzenia naczynek, które później są widoczne lub do ich pękania, pojawiają się wtedy małe siniaki, a tego przecież nie chcemy. O tym drugim przekonałam się nie raz ;)

Łyżkę mieszanki ziołowej należy zalać 2 kubkami wrzątku, a następnie siedzieć 5-10 minut nad miską z parującą wodą. Nie za blisko, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Kiedyś przykrywałam dodatkowo głowę ręcznikiem, jak przy inhalacji, ale nie jest to konieczne.

Po zakończeniu zabiegu polecam umyć twarz żelem czy mydłem z chłodną wodą i nałożyć chłodną nawilżającą maseczkę lub serum albo zrobić chłodny okład np. ręcznikiem papierowym nasączonym w toniku.

Nie trzaskajcie sobie po buzi najpierw gorącymi oparami, a potem lodowatą wodą - szanse, że Wasza cera to polubi są naprawdę nikłe ;)

wtorek, 14 listopada 2017

Jak tworzę nowe przepisy na domowe kosmetyki? + inspiracje!



Hej!
Dzisiejszy odcinek jest troszkę takim łącznikiem między moimi przepisami na domowe kosmetyki, które możecie znaleźć na moim kanale, a nowymi filmami, które pojawią się niebawem.

Postanowiłam Wam trochę opowiedzieć o tym, jak ja przygotowuję przepisy na kosmetyki, które później lądują na YT w formie odcinka.
Nie mówię, że to jedyny sposób, nie mówię nawet, że dobry :D
To mój sposób :D
Mam nadzieję, że będzie dla Was w jakiś sposób inspiracją i może sięgniecie po swoje surowce i przygotujecie jakiś nowy, własny, kosmetyk domowy :D

W filmie znajdziecie kilka inspiracji, które zaczęłam tworzyć jakiś miesiąc temu - nie ma do tego odcinka korespondującego posta z listą składników i ilościami, zastępnikami itp., bo kosmetyki zwyczajnie nie są jeszcze gotowe ;)
Może sami zrobicie wersje idealne dla Was ;)

Z pozdrowieniami!
P.
___

Powiązane odcinki/playlisty:

przepisy na domowe kosmetyki

jak zrobić dobry krem

ABC domowych kosmetyków

sobota, 21 października 2017

Domowe kosmetyki "na oko" dla dzieci i dorosłych ;)



Hej!
To nie są takie precyzyjne, konkretne przepisy ;)
To ja się znakomicie bawiłam z siostrzeńcem w weekend wykorzystując końcówki surowców i robiąc kosmetyki dla niego i dla siebie.
Może ktoś z Was skorzysta ;)

Kule nawilżające:
masło shea i olej z pestek winogron (2:1)
opcjonalnie olej z marchwi do zabarwienia (barwniki spożywcze są najczęściej aktywowane w wodzie, więc dodane do tłuszczu po prostu opadną na dno foremki, zamiast zrobić Wam niebieskie czy zielone kule)

Kule musujące:
100 g sody oczyszczonej
50 g kwasku cytrynowego
50 g mąki owsianej/ryżowej/ziemniaczanej/kukurydzianej/z cieciorki
+ opcjonalnie 1-2 łyżki ekstraktu w proszku lub glinki
30 g roztopionego masła shea/kakaowego/oleju kokosowego
Można oczywiście dosypać jakichś kwiatków suszonych tid - zajrzyjcie poniżej do podlinkowanych odcinków, tam jest więcej informacji.

"Tabletki  na katar" pod prysznic:
100 g masła shea
20 g oleju z pestek winogron
(można dać 120 g oleju kokosowego, jeśli macie zimno w mieszkaniu i jest w formie stałej)
łącznie 60 kropli olejków eterycznych (ja lubię sosnę, jałowiec i świerk, ale możecie dać eukaliptus i jakieś inne drzewne zapachy. U mnie te 3 akurat znacznie ułatwiają oddychanie)

piątek, 25 sierpnia 2017

Kosmetyki z resztek :D



Hej!
Dziś przepisy bez przepisu - wszystko z uśmiechem i na oko :)
Znalazłam trochę czasu dla siebie i wspólnie z siostrzeńcem zrobiłam kilka zabawnych domowych kosmetyków i to właśnie dzisiaj Wam pokazuję.
Jeśli życzycie sobie bardziej profesjonalnego odcinka zajrzyjcie TUTAJ, albo wpadnijcie innym razem. Dzisiaj jest na luzie i z radością!

Mydlane ludziki LEGO:


Nie dodaję konserwantów, zużywam mniej więcej w ciągu 3 tygodni, nie trzymam w lodówce.

- baza mydlana - sprawdźcie, ile maksymalnie dodatków możecie dołożyć do swojej bazy (powinno być to umieszczone w opisie produktu w sklepie z surowcami), a następnie dopilnujcie, żeby łączna masa wszystkich waszych dodatków nie przekroczyła tej granicy ;)
- olej z nagietka/rumianku -może być dowolny olej, nawet słonecznikowy w przypadku takiego mydełka do zabawy ;)
- olejki eteryczne - kilka kropli, one tutaj mają wyłącznie pachnieć, ich właściwości nie są istotne
- peeling z czarnej porzeczki - żeby mydło wyszło peelingujące można dodać wybranych granulek ściernych. Sprawdzi się mak, kawa, peelingi owocowe. Nie polecam cukru i soli, bo mamy dużą szansę, że to się rozpuści ;) Nie polecam korundu w tej konkretnej recepturze.
- barwniki - jeśli używacie spożywczych - MINIATUROWE ilości polecam. Możecie też barwić burakiem, kurkumą, wybierać kolorowe oleje. Nie polecam sięgać po barwniki do jajek, bo na bank ufarbuje wannę, zlew i mnóstwo innych rzeczy. I nie da się tego potem domyć.

Peeling cukrowo owocowy do ciała:

Nie dodaję konserwantów, zużywam maksymalnie więcej w tydzień, trzymam w lodówce.

- cukier - zwykły, brązowy, sól - wszystko jedno ;) Ma ścierać ;)

- peelingi owocowe: z zielonej kawy, z pestek malin, z czarnej porzeczki, nasion czarnego bzu - jeśli będziecie wybierać jakiś konkretny - bierzcie pod uwagę, że one mają różne rozmiary drobinek. Np peeling z malin ma największe i najostrzejsze kawałki, więc będzie najsilniej ścierał ;)
- olej makadamia/awokado/z nagietka - z kokosowym lub oliwą wychodzą fantastyczne, ja po prostu kończyłam otwarte buteleczki.
- olej z marchwi - dla koloru + ciut przedłuża opaleniznę ;)

Pianka do mycia rąk:

Nie dodaję konserwantów, zużywam mniej więcej w miesiąc, nie trzymam w lodówce.

- niezbyt udany żel myjący - może być też bardzo udany ;) Ten jakimś przypadkiem do mnie trafił, ma SLSy w składzie i mocno wysuszał, więc postanowiłam dać mu drugie życie :D
- woda demineralizowana
- barwnik spożywczy - totalnie opcjonalne.
- olejek eteryczny - tez opcjonalnie
- olej z marchwi - może być jakiś inny, który lubicie. Ten chciałam wykorzystać, miał jeszcze lekko podrasować kolor + dodatek oleju powoduje, że pianka nie będzie tak wysuszająca dla rąk ;) Dodajcie najpierw malutko, ewentualnie potem możecie dolać więcej. Jeśli się przesadzi z olejem - produkt przestanie myć ;)


Masło "na zmęczone nogi":

To jest receptura, po którą najczęściej sięgam - nie ta z odcinka. W odcinku wykorzystałam końcówki ;)
Używam tego gęstego, tłustego produktu do masażu zmęczonych łydek i stóp od kilku miesięcy. Lubię go po treningu, albo kiedy musiałam chodzić w szpilkach ;)
Masło zostawia poczucie chłodzenia, można zmniejszyć ilość olejków eterycznych, jeśli Wam to przeszkadza. Ja go nie konserwuję, nie trzymam w lodówce, zużywam mniej więcej w ciągu 3 tygodni.

- masło shea 30 g
- masło mango 10 g
- olej żywokostowy 15 g
- olej z dziurawca 5 g
- olej sacha inchi 6 g
- lanolina 7 g - weganie mogą sięgnąć po lecytynę lub dać po prostu więcej masła. Ja kocham lanolinę :D
- wosk pszczeli 4 g
- olejek eteryczny pichtowy 1 g
- olejek eteryczny miętowy 2 g

Olej żywokostowy i olej z dziurawca dodaję PO rozpuszczeniu i lekkim przestygnięciu pozostałych składników. Olejki eteryczne również dodaję na końcu. Zostawiam w lodówce na minimum 5 godzin do zastygnięcia.

Kremowy żel pod prysznic:

Nie konserwuję, nie trzymam w lodówce, wstrząsam przed każdym użyciem, zużywam w mniej więcej miesiąc.

- nietrafiony żel pod prysznic/żel do mycia twarzy, płyn do higieny intymnej/szampon - wszystko to można zamienić na taki żel do kąpieli ;)

- olej z pestek moreli rafinowany - dodajcie olej, który Wasza skóra lubi. Nierafinowanego troszkę szkoda, bo będzie bardzo krótko na skórze, ale jeśli taki macie i lubicie to śmiało. Dobra opcja na wykorzystanie olejów, któe są blisko końca terminu przydatności.
- olej z marchwi - ponownie jako barwnik ;)

Bawicie się czasem w domowe kosmetyki?
Ja to uwielbiam i bardzo się cieszę, że wycisnęłam z mojego tygodnia troszkę czasu na takie zabawy :D
Ściskam gorąco!
P.

wtorek, 4 lipca 2017

Przetwory kosmetyczne :)



Hej!
Dzisiaj jest taki trochę mix - ciut Przepisów i odrobinka ABC Domowych Kosmetyków ;)
Pokażę Wam, jak można samodzielnie zrobić w domu surowce kosmetyczne :D
To nie są jakieś szczegółowe przepisy, bardziej inspiracja dla Was ;)
Mam nadzieję, że film się Wam spodoba!
___
Hydrolat:
Ja stosuję najczęściej proporcje 2:1, czyli na 2 miarki kwiatów daję 1 miarkę wody :)
Wiem, że są ludzie, którzy robią hydrolaty na bazie suszonych ziół - mnie ten sposób nie przekonuje i trzymam się świeżych roślin. Troszkę się w tej materii douczę i pewnie skleję wtedy jakiś odcinek.
Nie trzeba takiego hydrolatu trzymać w lodówce, chociaż na pewno to nie zaszkodzi. Powinien być ok przez mniej więcej 3 tygodnie od przygotowania, jeśli nie dodacie konserwantu.

Żel aloesowy:
kluczowym elementem jest wybieranie wyłącznie bezbarwnego miąższu i odcinanie skórki.
Ja akurat toleruję aloes w każdej postaci, również kiedy smaruję skórę świeżo przeciętym listkiem, ale lepiej dmuchać na zimne i nie ryzykować. Jeżeli nie jesteście pewni, czy macie uczulenie czy nie - najlepiej zrobić test za uchem - posmarować, zostawić na godzinę i zobaczyć czy nic złego się nie dzieje.

Ja swój żel albo mrożę, albo łączę z odrobiną gumy ksantanowej - na ok 30 ml żelu daję dosłownie szczyptę gumy i łączę przy pomocy spieniacza bez sprężynki.
 Robię to "na oko", aż konsystencja mi odpowiada. Konserwuję naturalnym konserwantem. Taki domowy żel jest mętny i gęsto-lepki ;) Żel bez konserwantów jest dobrzy przez 8-10 dni i musi być przechowywany w lodówce.

Macerat:
Ja kocham domowe maceraty. To jedne z najprostszych i najprzyjemniejszych w moim odczuciu domowych surowców. Sięgam po różne zioła - nagietek, chaber, żywokost itd. Dzisiaj w odcinku używałam lukrecji.

Do wykonania maceratu najczęściej służy mi olej z pestek winogron, ale też słonecznikowy, ze słodkich migdałów lub rafinowany z awokado. Najbardziej lubię zalewać zioła tak, by olej przykrywał warstwę suszu na mniej więcej 1-2 cm. Wtedy wychodzą najlepsze :)
Oczywiście po zalaniu ziół olejem zamykam opakowanie i umieszczam słoik/butelkę w ciemnym miejscu na minimum 2 tygodnie. Co kilka dni silnie wstrząsam. Następnie przecedzam przez gazę i umieszczam w butelce z ciemnego szkła. W chłodnym, ciemnym miejscu może stać nawet kilka miesięcy.

Ja domowe surowce używam możliwie szybko i robię małe ilości, co i Wam polecam.

Ktoś chętny na zabawę w domowe kosmetyki??
Buziaki!
P.

środa, 26 kwietnia 2017

Jak to jest z tą glinką białą?

Hej!
Dokonałam obliczeń. Obliczyłam, że lubicie posty o surowcach ;)
Pora zatem na kolejny!

Dziś na tapecie mamy glinkę białą i jej "zachowanie" tak samo niezwykłe, jak konfundujące ;)

Zanim dojdziemy do sedna jedną rzecz chciałabym - ba! muszę nawet! - wyprostować.
Bardzo dużo jest w tej chwili na rynku maseczek, zarówno w formie proszku, jak i w formie kremu/pasty, opatrzonych ogromnym napisem GLINKA BIAŁA. 
Tego typu produkty to nie biała glinka, ale glinka z mniejszą lub większą ilością dodatków. 
Czasem jest to tylko niewielka domieszka wody, konserwantu, czasem ekstraktu czy oleju. 
Czasem natomiast producent ładuje, chciałoby się powiedzieć, co się nawinie ;) 
Potem mamy takie kwiatki, że "czysta glinka" tak daje perfumami, że po otwarciu opakowania nie trzeba już stosować w łazience odświeżacza powietrza, 
albo skóra wysycha nam po aplikacji na wiór od alkoholu denaturowanego, który polany został zacnym strumieniem.
Są to kosmetyki, nie surowce, więc nie powinno się umieszczać ich w domowych recepturach ani oceniać tak, jakby surowcami były. 
Musiałam. No musiałam to wyprostować, bo od lat zawsze ktoś pyta. 

Jeszcze przyjdzie nam któregoś dnia pogadać o maśle kakaowym, bo nieustająco ktoś pragnie w domowym kremie zastąpić to prawdziwe, jakimś balsamem z Ziaji w brązowym słoiczku. Jestem w niektórych dniach skłonna iść do drogerii i naklejać na słoikach etykiety z napisem GRANICA CIERPLIWOŚCI ;)

Wróćmy jednak do glinki.
Biała glinka ma być surowcem kosmetycznym, który delikatnie oczyszcza, łagodzi, koi i nawilża. 
Trąbi się wszem i wobec o niemalże magicznych jej właściwościach i przysięga pod niebiosa, że nic lepszego dla skóry suchej i wrażliwej nie ma.
Z większością się zgadzam, ale jest haczyk. 
No dobra, jest kilka haczyków ;)



To jest faktycznie najdelikatniejsza z glinek, ponieważ ma najniższe właściwości absorpcyjne.
"Wciąga" więc najmniej sebum i jednocześnie, spośród wszystkich glinek, najlepiej nawilża.
Nie dlatego, że ktoś ją wyczesuje z grzywy Jednorożca, ale z powodu ilości poszczególnych minerałów, które zawiera. Z tegoż powodu ma też właściwości kojące i przyspieszające gojenie.

Dlatego polecam ją osobom o wrażliwej skórze lub tym, które swoją przygodę z glinkami dopiero zaczynają. Niezależnie od problemów z cerą - ona jest dobrą opcją na start.

Ale, ale!
Tu się zaczynają schody, bo o kłopotach podczas stosowania białej glinki niewiele się mówi, więc rzesza osób kupuje, ładuje na buzię i rozpacza z powodu podrażnień, zaczerwienienia i pieczenia.
Potem się sypią pytania: "To jak to jest, z tą glinką białą, łagodzi czy podrażnia?"


Dlaczego biała glinka zostawia czasem na twarzy "buraka zamiast pupy niemowlaka"?


Przyczyn może być kilka i wbrew pozorom, rzeczony "burak" pojawia się częściej, niż by się mogło wydawać. Również u mnie ;)

Glinka stymuluje mikrokrążenie, dlatego po jej zastosowaniu cera może być lekko zaczerwieniona i to wiele osób odbiera jako negatywny objaw.
Czasem zupełnie niepotrzebnie, a czasem jak najbardziej zasadnie.
U osób z cerą płytko unaczynioną, albo podrażnioną w ciągu dnia przez wiatr, mróz czy promienie słoneczne zaczerwienienie może być bardzo silne, a cera przy tym będzie ciepła/gorąca.
Taki stan rzeczy może się powtarzać przy stosowaniu samej glinki wymieszanej z wodą czy hydrolatem.
Trzeba sobie samemu ocenić, czy to sprawa niewielkiej wagi, a zaczerwienienie znika po kilku minutach i będziemy je ignorować, czy rzecz jest poważniejsza i glince w takiej formie mówimy "żegnam".
Od razu odpowiem - tak, pewnie, że możecie być akurat na ten składnik uczuleni. Wszystko może uczulić, więc nic na siłę.
A skoro już wspomniałam o hydrolacie - pamiętajcie, że to są produkty o niskim pH i w wielu przypadkach, to nie glinka Wam podrażnia skórę, tylko hydrolat właśnie.

Kojarzycie, że przy okazji każdej maseczki z glinką zaznaczam, że nie wolno dopuścić do jej wyschnięcia na twarzy?
Tak też jest w przypadku glinki białej.
Jeśli Wam zaschnie i będziecie próbować ją zmyć - "burak" gwarantowany.
To nie wina glinki, tylko Wasza ;)
Ta sama sytuacja, jeśli się z tą glinką na buzi siedzi zbyt długo. 
Zaczynajcie od, dajmy na to 3 minut, i pomalutku, po minutce, przedłużajcie czas, w którym maseczka jest na twarzy.
U każdego będzie inaczej, ale z góry mogę Wam powiedzieć, że pół godziny i więcej to gruba przegina.

Zawsze powtarzam, że cerę należy zmywać delikatnie, ale dokładnie. To samo dotyczy zmywania maseczek! Szorowanie buzi, by maska szybciej zeszła, "bo nie chce się domyć" to w mojej opinii "rytuał sprowadzający buraka" - kolor glinki nie ma znaczenia.


Co zrobić, żeby uniknąć "randki z burakiem"?


Okiełznać glinkę! Ha!
To mi się poetycko wyrwało! Ale spokojnie - kilka sposobów jest.

Można na przykład glinkę mieszać z naturalnym jogurtem i korzystać z jej dobrodziejstw i łagodzącego działania jogurtu właśnie. Bezapelacyjnie moja ukochana forma.

Po nałożeniu na buzię warto tę maskę spryskiwać - czy tonikiem, czy wodą termalną, czy hydrolatem (jeśli sprawdziliście i pH nie schodzi poniżej 4).
Albo wykorzystać patent "na szmatę": nałożyć na glinkę mokry ręcznik papierowy.
Zamykasz oczy, relaksujesz się 5 minut, zmywasz, koniec.
Albo mokrą maseczkę w tabletce - też fajne. Poczytać można w międzyczasie.

Można mieszać glinkę ze składnikami kojącymi i łagodzącymi - żel aloesowy, hialuronowy, sorbitol, alantoina, NMF, kompleksy lipidowe, gliceryna.
Proszę - teraz jest dobry moment na przerwę w czytaniu i przeszukanie swojej szafki/szuflady/kartonu z surowcami.
Wykorzystujcie, co macie :)

Jeszcze zatrzymajmy się na moment przy tym zmywaniu, bo to ważna sprawa jest.
Nie pocierajcie, nie zdrapujcie, nie szukajcie szczotek do twarzy - po co to? Nie warto ;)
Lepiej zamoczyć w letniej wodzie miękki ręcznik albo koszulkę, położyć na chwilę na buzi, niech się glinka porządnie zmoczy i "poluzuje" i dopiero wtedy delikatnie ścieramy. Proste.
A jeśli macie gabeczkę Konjac, to już w ogóle nie ma co rozpaczać - moczysz gąbkę, zmywasz, sprawa załatwiona.

Wszystko z mojej strony ;)
Czy warto się babrać i odprawiać te wszystkie ceregiele?
No pewnie, że warto!
Jakby nie było warto, to bym nie smarowała od 2 godzin tego posta. I buzi bym glinką nie smarowała, rzecz jasna ;)
Ściskam Was mocno!
P.

środa, 19 kwietnia 2017

Jak to jest z tą wodą różaną?

Hej!
Obiecałam jakiś czas temu podczas któregoś InstaLive, że machnę Wam post o wodzie różanej.
Właściwie o rzeczach, które do kategorii Woda Różana są zaliczane ;)

Zależnie od fantazji i polotu producenta/dystrybutora/sprzedawcy miano wody różanej otrzymują następujące produkty:

Toniki różane. Zawierają wodę różaną z większą lub mniejszą ilością dodatków, czy to nawilżających, stabilizujących, regulujących pH czy konserwujących. Większość z nich to naprawdę przyjemne produkty,
o tyle bezpieczniejsze od powiedzmy hydrolatów, że mają już ustalone pH.
Lubię je, ale nie lubię kiedy się je nazywa wodą różaną, bo wodą różaną nie są.

Różane wody kwiatowe, czyli lepszej lub gorszej jakości olejki eteryczne rozproszone w wodzie.
Czasami zawierają dodatek substancji ułatwiających dyspersję, czasami nie.
Ta kategoria zawiera dwa rodzaje wód kwiatowych:
- bardzo tanie wody kwiatowe udające perfumy - dodatkowy komentarz zdaje się zbędny ;)
- spożywcze wody kwiatowe - sprzedawane jako dodatki do ciast czy domowych napojów.
Ja tego typu produktów serdecznie nie cierpię.
Poniekąd to one są powodem, dla którego niektórzy powtarzają nieprawdziwe stwierdzenie, że "toniki nic nie robią" czy "hydrolaty nie działąją". Takie produkty zwyczajnie nie nadają się do pielęgnacji cery, ani do wykonywania domowych kosmetyków.
Niestety bardzo często są wprowadzane do oferty sklepów z surowcami kosmetycznymi, jako tania alternatywa dla hydrolatów.

Hydrolaty różane. Najprościej mówiąc są to destylaty z płatków róży, które zawierają minimalną ilość dodatków, takich jak np. konserwant, by zapewnić im trwałość.
Przeważnie mają niskie, w stronę kwasowego pH, o którym ogrom osób zapomina, przeciera cerę takim hydrolatem, który powoduje lekkie lub całkiem spore zaczerwienienie.
Zaczerwienienie spowodowane niskim pH od razu zostaje okrzyknięte uczuleniem.
Warto wymieszać swój hydrolat z wodą demineralizowaną 1:1 i podjąć kolejną próbę, ponieważ najczęściej to pH, a nie ta biedna róża powoduje problemy.

Wody różane. Tutaj roztacza się pajęczyna tajemnic i niedopowiedzeń ;)
Opcji jest wiele, ale ja przez lata pracy w przemyśle surowców postanowiłam trzymać się wersji, że są to nieco słabszej mocy hydrolaty bez dodatków. Bez konserwantów nawet.
Nikt właściwie publicznie tego nie przyznaje, więc możecie poszukiwać odpowiedzi na własną rękę ;)
Mają pH nieco tylko kwasowe, więc sprawdzą się w charakterze toniku, ale buraczka na buzi, jak hydrolat raczej nam nie zafundują.


Pokończyły mi się hydrolaty i kilka innych kosmetyków z róży - przegrzebałam szafkę i okazało się, że jedyny produkt z tej kategorii, jakiego w tej chwili używam to woda różana MakeMeBio
W składzie mamy samą wodę różaną - bez żadnych bonusów właśnie.

Róża ma ochładzać, łagodzić, zmniejszać zaczerwienienia, koić i ogólnie wszystko, co dobre robić dla cery suchej i naczynkowej ;)
Faktycznie te dwa rodzaje cery najwięcej korzyści czerpią z dodatku róży do kosmetyków.
Nie zmienia to jednak faktu, że róża lubi uczulić i łatwo umieścić ją w jednym worku z aloesem:
albo ktoś ją kocha i przysięga na wszystkie świętości wszystkich narodów z posągiem Światowida włącznie, że ona cerę wręcz leczy (!), albo proponuje kopać dla niej grób głębszy niż dla potworów rodem z "Wiedźmina", twierdząc przy tym, że niczego poza pieczeniem i swędzeniem róża nie przynosi. Co najzabawniejsze wszyscy mają rację :D Uczulenie jest raczej nieprzyjemne, za to działanie wspomagające i kojące mogłabym zaliczyć do spektakularnych :)

Ja różę bardzo lubię.
Zarówno w naparach, hydrolatach, jaki i w olejach.
Myślę, że warto spróbować wody różanej lub hydrolatu, może w małej pojemności.
Jeśli nie sprawdzi się Wam, jako tonik czy dodatek do maseczki - zawsze można będzie płyn przerobić na krem, mgiełkę do włosów, spray do pościeli ostatecznie odświeżacz powietrza do łazienki ;)

Jak Wam się podoba tego typu post? 
Troszkę mnie korci wrzucanie tu od czasu do czasu słów kilku o surowcach.
Dajcie znać, czy Was korci, by takie rzeczy poczytać.
Pozdrawiam!
P.



środa, 12 kwietnia 2017

Mity o surowcach naturalnych | ABC Domowych Kosmetyków



Hej!
Tak sobie pomyślałam, czytając Wasze komentarze i wiadomości, że najwyższa pora nagrać odcinek, który kilka rzeczy wyprostuje :)
Każdy z mitów, które omawiam w filmie pochodzi od Was - moich Widzów i Czytelników.
Ja tylko pozbierałam to, co powtarza się najczęściej i wyjaśniłam, by móc potem zamiast odpisywać - odsyłać Was do filmu :)
Buziaki!
P.
___

Powiązane odcinki/playlisty:

- ABC Domowych Kosmetyków

- przepisy na kosmetyki
___

Lista sklepów z surowcami, w których w ciągu ostatniego roku robiłam zakupy:

ecospa.pl
e-naturalne.pl
ecoflores.pl
manufakturakosmetyczna.pl
e-fiore.pl
Kupiłam też kilka przypadkowych rzeczy typu soda czy sól epsom na allegro - nie mam jakichś konkretnych sprzedawców do polecenia.

Mam nadzieję, że film okazał się pomocny, albo chociaż miło spędziliście ze mną te kilka minut ;)

niedziela, 19 marca 2017

OGROM domowych kosmetyków do kąpieli :D :D :D



Hej!
Dzisiaj będzie dłuuuuugi post - dłuuuugo czekałam na wannę, więc teraz puszczam wodze fantazji!
I dzisiaj Was do tego zachęcam! Pokombinujcie sami, z przyjaciółmi, z dziećmi - zróbcie sobie fajne kosmetyki i spędźcie przy tym miło czas :D

Nie spiszę Wam, skąd mam swoje foremki - kupowałam je na przestrzeni lat w różnych przypadkowych miejscach.

Wszystkie podane poniżej receptury możecie modyfikować - zmieniać glinki, dodawać różne suszone zioła, zmieniać oleje, na te, które Wam najbardziej odpowiadają.

Żeby było Wam łatwiej - poniżej podrzucam listę wskazówek dla początkujących, które mogą okazać się pomocne:

1. Jedyne elementy stałe, których nie należy niczym zastępować, ani zmieniać ich ilości to soda, kwas cytrynowy i tłuszcz. Pozostałe dodatki możecie zmieniać według potrzeb, gustu czy zawartości waszej szafki z półproduktami ;) Trzymajcie się tylko gramatury - jeśli dodacie więcej suchych składników, niż zawarłam to w przepisie kule będą zbyt suche i się nie skleją. Analogicznie za dużo olejów spowoduje, że będą pływały.

2. W recepturach, w których do kul dodałam olej kokosowy lub masło shea można użyć innego masła kosmetycznego lub innego oleju, który w temperaturze pokojowej ma stałą formę.
Jeśli chcecie korzystać z olejów płynnych albo takich, których nie wolno podgrzewać (lniany przy łuszczycy itd.) - stosujcie pierwszą recepturę na kule, które należy suszyć, a nie zamrażać.

3. Oleju czy masła nie wolno zagotować - traci wtedy wszystkie swoje właściwości pielęgnacyjne. Najlepiej rozpuszczać je w kąpieli wodnej, tak jak czekoladę - jest wtedy mniejsza szansa na przegrzanie surowca.

4. Sole do kąpieli, które zawierają suszone zioła możecie umieścić w saszetkach - będzie wtedy mniej sprzątania ;) i mniejsza szansa, że odpływ wanny się zapcha ;)

5. Wszystkie produkty do kąpieli, które Wam dzisiaj pokazuję warto trzymać w suchym miejscu, by uniknąć rozpuszczenia/zepsucia. Nie polecam zostawiać kul przy grzejniku - mogą zacząć się rozpuszczać i musować zanim wrzucicie je do wanny.

6. Do barwienia kul i soli możecie używać barwników spożywczych w proszku, ostatecznie w żelu, nie wolno jednak stosować barwników do jajek - mogą ufarbować skórę i poplamić wannę. Niewielkie dodatki glinki też zmienią kolor kul, jednak trzeba będzie potem porządnie wyszorować wannę, bo może na niej zostać osad.

7. Jako dodatek zapachowy możecie wykorzystać olejek eteryczny lub kompozycję zapachową - musi jednak być przeznaczona do kosmetyków lub kontaktu ze skórą. Olejki do kominków zapachowych mogą zafundować naprawdę poważne podrażnienia. Jeśli Was już tak naprawdę mocno przyciśnie możecie sięgnąć po aromat do ciasta ;)

8. Jeśli chodzi o sole - himalajska, epsom, morska są jak najbardziej świetnym produktem do domowego kosmetyku do kąpieli. Nawet do kul możecie trochę dorzucić. Niestety normalna sól kuchenna nie nadaje się ;) Jeśli macie jakieś ranki lub zadrapania - odpuście sobie kąpiel z dodatkami, bo możecie podrażnić skórę.

9. Poszanujcie swoją skórę - codzienna kąpiel (moczenie się w wodzie) nie jest najlepszym rozwiązaniem dla skóry. Bardzo gorąca woda i siedzenie w wannie dłużej niż 15-20 minut sprzyjają wysuszaniu, więc miejcie to na uwadze ;)

10. Jak mi się coś jeszcze przypomni z pytań, które widzowie zadawali przez ostatnie 5 lat, to tutaj dopiszę ;)
PS: nadal do swoich kul dodaję mleka w proszku, jak w tym pierwszym przepisie sprzed lat - moja skóra to kocha :)
PS2: kto pamięta "osełkę z Pasłęka" ;)?

Przechodzimy do receptur ;) Powyższe wskazówki powinny wystarczyć względem zastępowania surowców innymi, więc dziś nie wypisuję Wam zastępników w recepturach ;)


SOLE DO KĄPIELI:
Wystarczy wymieszać składniki i przechowywać je w zamkniętym pojemniku. 
Termin przydatności to nawet 6 miesiący, więc możecie zrobić większą ilość. 

Miętowa:
- sól morska 1 szklanka
- suszona mięta pieprzowa 1 łyżka
- rozmaryn suszony 1 łyżeczka

Pomarańczowa:
- sól himalajska 1 szklanka
- pomarańczowy olejek eteryczny 10 kropli
- grejpfrutowy olejek eteryczny 5 kropli
- olej awokado 1 łyżka

Bezzapachowa:
- sól epsom 1 szklanka
- olej z pestek winogron 2 łyżki
- olej jojoba 1 łyżka


SASZETKI KĄPIELOWE:
Możecie je napełniać czym chcecie i sami decydować o ich rozmiarze. Poniżej widzicie bardziej sugestie i proporcje, niż coś czego trzeba się trzymać do grama ;) Jeśli przechowujecie takie mixy w suchym miejscu, mogą leżeć i czekać na swoją kolej nawet przez 5-6 miesięcy.

Kojąca:
- ryż biały/płatki ryżowe 1 szklanka
- suszone kwiaty lawendy 1 łyżka
- suszony korzeń lukrecji 1 łyżka

Energetyzująca:
- sól epsom 1 szklanka
- suszona trawa cytrynowa 1 łyżeczka
- suszone kwiaty pomarańczy 1 łyżka

Otulająca:
- płatki owsiane 1 szklanka
- goździki 0,5 łyżeczki
- cynamon 1 łyżeczka


KULE DO KĄPIELI:
Kule będą miały różne terminy ważności zależnie od tego, co wrzucicie do środka. Im więcej dodatków (w tym suszonych ziół itp.) tym krótszy będzie termin ważności. Średnio 2-3 miesiące. Ja robię kilka raz w miesiącu ;)

Oliwne:
Instrukcja wykonania jest dość jasna i wszystko widać na filmie, jedyne co pozostaje mi to wyjaśnić, co i jak z tym suszeniem.
W tej wersji kul używamy płynnego oleju, który włożony do zamrażarki owszem stwardnieje, niestety po wyjęciu kule się rozpłyną. Dlatego należy umieścić je w foremkach, a następnie odstawić w suche, ale nie gorące miejsce na 24 godziny, by wyschły. Można pozostawić je w foremkach, albo ugnieść mocno i delikatnie wyjąć na ręcznik papierowy - bez foremki troszkę szybciej wysychają. 
To jest dobra opcja jeśli chcemy użyć olejów, których nie wolno podgrzewać, albo zwyczajnie nie dysponujemy masłem i/lub zamrażarką ;) Te kule mają nieco inną konsystencję - nie są tak zbite po wyschnięciu i bardziej się kruszą, więc trzeba na nie uważać.
- soda oczyszczona 115 g
- kwas cytrynowy 60 g
- mąka kukurydziana/ziemniaczana 25 g
- oliwa z oliwek 40 g

Kokosowe:
Po połączeniu składników, jak to widać na filmie, kule trzeba umieścić w zamrażarce na minimum 4 godziny. Sprawdza się to tysiąc razy lepiej od lodówki, bo tłuszcz szybko wraca do stałej formy i kule się później nie rozpadają. Trzymane w lodówce czasem tężeją, czasem nie no i naciągają bardzo mocno zapachami jedzenia.
- soda oczyszczona 100 g
- kwas cytrynowy 50 g
- mąka kukurydziana/ziemniaczana 25 g
- glinka biała 25 g
- olej kokosowy 35 g

Shea:
Po połączeniu składników, jak to widać na filmie, kule trzeba umieścić w zamrażarce na minimum 4 godziny. Sprawdza się to tysiąc razy lepiej od lodówki, bo tłuszcz szybko wraca do stałej formy i kule się później nie rozpadają. Trzymane w lodówce czasem tężeją, czasem nie no i naciągają bardzo mocno zapachami jedzenia.
- soda oczyszczona 100 g
- kwas cytrynowy 50 g
- mąka ryżowa 10 g
- błoto z Morza Martwego 10 g
- glinka czerwona 30 g
- masło shea 30 g

Piątka dla tych, którzy doczytali do końca. Wszystkie sugestie i podpowiedzi wynikają z tysięcy pytań, które pojawiły się w ciągu ubiegłych lat pod postami i filmami na YT.
A teraz zapraszam do zabawy ;)
Buziaki!
P.

niedziela, 12 lutego 2017

3 domowe maseczki na poprawę humoru!



Hej!
Mam dzisiaj dla Was 3 przepisy na domowe maseczki.
Jeśli chcecie maseczki tylko z produktów z Waszej kuchni,
albo wyłącznie z surowców kosmetycznych
zajrzyjcie poniżej, znajdziecie tam linki o innych moich przepisów!

Maseczka zielona, bo kolor :D
- 1 łyżeczka jogurtu naturalnego - weganie mogą zastąpić jogurtem sojowym, albo mlekiem kokosowym, takim gęstym z puszki
- 1 łyżeczka herbaty matcha - i tutaj jest wiele opcji. Ja wybieram tą wersję zielonej herbaty ze względu na właściwości antyoksydacyjne, ale możecie pójść w "zieloną stronę" z innymi produktami. Spokojnie można zastąpić matchę suszonym, mielonym korzeniem łopianu, można użyć spiruliny (wtedy maska będzie bardziej ujędrniająca), albo glinki zielonej (bardziej oczyszczająca) - macie wiele opcji.
- 0,5 łyżeczki zielonego oleju z awokado - ja go kocham miłością prawdziwą, i uważam, że warto się go trzymać, ale jeśli chcecie na szybko machnąć maseczkę dodajcie olej, który odpowiada Waszej skórze albo nawet oliwę ;)

Maseczkę należy zużyć od razu po przygotowaniu. Ostatecznie można przykryć ją folią spożywczą tak, by folia dotykała powierzchni maseczki, włożyć ją na noc do lodówki i użyć dnia następnego.

Maseczka ma zmiękczać i nawilżać cerę, w moim przypadku widać jeszcze rozświetlenie i poprawę kolorytu, ale powiem uczciwie - to jest MOJA maseczka, na MÓJ dobry humor, więc na nikim innym jej jeszcze nie testowałam ;)

Sposób użycia: maseczkę nałożyć na oczyszczoną i przetartą tonikiem skórę omijając okolice oczu. Maseczkę można nakładać również na usta, jeśli są wyjątkowo przesuszone (lub jeśli macie na to ochotę). Maseczkę pozostawiamy na twarzy na 10-15 minut, a następnie zmywamy letnią wodą. Zależnie od potrzeb można później nałożyć krem nawilżający lub z niego zrezygnować.


Maseczka kakaowe, bo zapach :D
- 0,5 łyżeczki błota z Morza Martwego - możecie użyć glinki, jeśli nie potrzebujecie silnego oczyszczenia. W drugą stronę - jeśli bardzo chcecie oczyścić cerę warto zastąpić błoto węglem aktywnym.
- 1 łyżeczka kakao - musi być zwykłe, czyste kakao. ABSOLUTNIE nie można użyć w tym przypadku tych napojów kakaowych słodzonych, które się tylko zalewa wodą albo mlekiem.
- 1 łyżeczka sorbitolu - tu możecie dodać coś, co Wam zapewni nawilżenie: żel hialuronowy, żel aloesowy, glicerynę roślinną, nmf - no coś na pewno znajdziecie w swoich zasobach, co się nada :)
- 1 łyżeczka miodu - próbowałam z różnymi miodami i szczerze mówiąc, nie widzę specjalnej różnicy między nimi w takiej maseczce. Chociaż temat miodów ostatnio bardzo mnie pociąga i szukam kogoś, kto mnie może w tej dziedzinie douczyć ;) Weganie mogą sięgnąć po olej, np. jojoba albo marula. Nie polecam wymieniać miodu na syrop klonowy ;)

Maseczkę należy zużyć od razu po przygotowaniu. Ostatecznie można przykryć ją folią spożywczą tak, by folia dotykała powierzchni maseczki, włożyć ją na noc do lodówki i użyć dnia następnego.

Oczywiście, nie używam jej tylko ze względu na zapach ;) Maseczka pomaga pozbyć się suchych skórek, łagodzi zaczerwienienie i łuszczącą się skórę wokół wyprysków, poprawia mikrokrążenie i przyspiesza gojenie drobnych zmian.

Sposób użycia: maseczkę nałożyć na oczyszczoną i przetartą tonikiem skórę omijając okolice oczu. Maseczkę można nakładać również na usta, jeśli są wyjątkowo przesuszone (lub jeśli macie na to ochotę). Maseczkę pozostawiamy na twarzy na 15-20 minut, a następnie zmywamy letnią wodą. Zależnie od potrzeb można później nałożyć krem nawilżający lub z niego zrezygnować.


Maseczka glinkowa, bo lubię błotko :D
- 1 łyżeczka glinki żółtej - możecie wybrać glinkę dostosowaną do Waszego typu cery. Jeśli nie zamierzacie zmieniać receptury to ta maseczka nada się u każdego ;)
- 0,5 łyżeczki jedwabiu hydrolizowanego - tutaj też możecie poszaleć z innymi substancjami, tylko pamiętajcie, żeby przestrzegać stężeń zalecanych przez producenta! Robiłam tą maseczkę z fermentem z aceroli, ekstraktem z zielonej herbaty, ekstraktem z malin, dosypywałam alantoiny - niech Was wyobraźnia ponosi (w granicach rozsądku!) ;) Te przepisy to gotowa wersja dla tych, którzy zaczynają i inspiracja dla tych, którzy już coś wiedzą :D
- 1 łyżeczka żelu hialuronowego - zastępniki jak w przepisie wyżej w przypadku sorbitolu.
- kilka kropli oleju z rokitnika - tutaj też możecie wybrać taki olej, jaki Wasza skóra lubi najbardziej.

Maseczkę należy zużyć od razu po przygotowaniu. Ostatecznie można przykryć ją folią spożywczą tak, by folia dotykała powierzchni maseczki, włożyć ją na noc do lodówki i użyć dnia następnego. 

Maseczka oczyszcza, wygładza, a podczas zmywania lekko złuszcza naskórek. Glinki mają to do siebie, że pobudzają krążenie, więc po zmyciu cera może być lekko zaczerwieniona, ale nie czerwona jak burak! Aby uniknąć ewentualnych podrażnień lub nadmiernego zaczerwienienia przeczytajcie sposób użycia!

Sposób użycia: maseczkę nałożyć grubą warstwą na oczyszczoną skórę omijając okolice oczu i ust. Pozostawić na 3-5 minut, w międzyczasie spryskiwać wodą termalną lub tonikiem, by maseczka nie wyschła na twarzy. Wyschnięcie maseczki na twarzy spowoduje podrażnienia! Maseczkę należy silnie zwilżyć przed zmyciem, by bez potrzeby nie pocierać mocno cery. Warto sięgnąć po gąbeczkę lub duży wacik podczas zmywania. Po zmyciu należy nałożyć dodatkowo maseczkę nawilżającą lub swoje stałe kroki pielęgnacyjne (tonik, serum, krem).

Powiązane odcinki/playlisty:
- maseczki "lodówkowe"
- inne domowe maseczki
- więcej domowych kosmetyków

Mam nadzieję, że znajdziecie dzisiaj chwilkę dla siebie, żeby machnąć sobie maseczkę i poprawić nastrój :D
Ściskam mocno!
P.

niedziela, 8 stycznia 2017

Jak przechowywać surowce? | ABC Domowych Kosmetyków




Hej :)
Kolejny odcinek z serii ABC Domowych Kosmetyków :)
Tym razem kilka słów o tym, jak należy przechowywać surowce do produkcji domowych kosmetyków :)
Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone sposoby - piszcie koniecznie w komentarzach!
Wymieniajmy się doświadczeniami :D

Ciekawi, co to za pomadki ;)??
Zajrzyjcie do TEGO POSTA :)

Wspomniane filmy:
- inne odcinki ABC Domowych Kosmetyków
- przepisy na domowe kosmetyki
- podsumowanie roku 2016

Buziaki!
P.

piątek, 30 grudnia 2016

TURBO-PETARDA, czyli przepisy na 3 domowe kosmetyki na naparach ziołowych!




Hej.
Przygotujcie się na ostatni i najdłuższy post tego roku :D

Robimy dzisiaj 3 kosmetyki na bazie naparów ziołowych.

Tonik na naparze z mięty pieprzowej
- d-panthenol 4 ml - ewentualnie możecie dodać zamiast niego 6 ml sorbitolu, ale D-Pabthenol się nieco lepiej sprawdza ;)
- ekstrakt z zielonej herbaty w płynie 5 ml - tutaj możecie zaszaleć i zamienić ekstrakt z herbaty na gotu kolę, kocankę, aloes, ginko biloba, arnikę - czego Wam potrzeba ;)
- gliceryna roślinna 10 ml - jeżeli się bardzo upieracie, że gliceryna szkodzi Waszej cerze możecie ją zastąpić żelem hialuronowym, sorbitolem albo po prostu dodać więcej naparu. Ja się z nią bardzo lubię, więc umieszczam ją namiętnie w moich tonikach ;) Jeśli nie znajdziecie roślinnej - możecie kupić w aptece zwykłą.
- napar z mięty pieprzowej 180 ml - łyżkę stołową suszonej mięty zalewamy 200 ml zagotowanej wody demineralizowanej, pozostawiamy pod przykryciem na 5-8 minut, odcedzamy. Możecie też sięgać po inne zioła - rumianek, chaber, malwa ;) Pamiętajcie tylko o tym, że zioła mają różne właściwości, więc działanie toniku również ulegnie zmianie.

Tonik w takiej formie należy przechowywać w lodówce przez maksymalnie tydzień.
Jeśli chcecie przedłużyć jego trwałość możecie dodać do receptury na samym końcu ok 10 ml alkoholu etylowego (spirytus) albo jakiegoś naturalnego konserwantu zgodnie ze stężeniem określonym przez producenta. Po dodaniu konserwantu lodówka nie jest wymagana ;)

Tonik ma spełniać 3 funkcje - przywracać równowagę pH, odświeżać i nawilżać :) Dlatego mogą po niego sięgnąć tak samo 16 jaki i 60 latki ;)
Polecam sprawdzić papierkiem lakmusowym jakie pH ma Wasz tonik i jeśli okaże się za wysokie - dodać odrobinkę kwasu mlekowego lub cytrynowego, aby obniżyć je do poziomu ok 4,5
Jeśli macie problem z ustalaniem pH - obejrzyjcie koniecznie TEN ODCINEK.

Sposób użycia: Tonikiem można spryskiwać/przecierać twarz rano i wieczorem omijając okolice oczu albo może on stanowić bazę dla maseczek.
Wystarczy sięgnąć po łyżeczkę dowolnej glinki lub 2 łyżeczki mąki owsianej i połączyć ją z 2-3 łyżeczkami toniku. Po wymieszaniu otrzymacie odświeżającą, oczyszczającą maseczkę.


Esencja na naparze z korzenia lukrecji
- glukonolakton 2 g - jedyne, co mi się tutaj sprawdziło do tej pory poza glukonolaktonem to kwas laktobionowy.
- NMF 3 ml - można tu sobie pozwolić i zamienić go na glicerynę, sorbitol, więcej żelu hailuronowego, ekstrakt w płynie nawilżający - coś co nam podniesie poziom nawilżenia skóry po prostu :)
- bioferment z aceroli 2 ml - ja go po prostu uwielbiam w tej recepturze! Pomaga tak pięknie rozjaśniać zmiany na skórze, że aż miło :) Jeśłi nie zależy Wam na rozjaśnianiu przebarwień możecie śmiało zastapić go ekstraktem na wasz problem - bluszcz na rozszerzone pory, ginko biloba na naczynka, oczar na trądzik itd, itd, itd - wybór na rynku jest ogromy :D
- żel hialuronowy 5 ml - ja używałam 3% ale jeśli macie inny - też bedzie się nadawał. Bez niego esencja niespecjalnie będzie spełniała swoją rolę.
- żel aloesowy 10 ml - można dodać po prostu więcej żelu hialuronbowego, jeśli macie uczulenie.
- napar z korzenia lukrecji 30 ml - celowo wybrałam tu lukrecję, bo nie dość, że działa kojąco i łagodząco to jeszcze pomoże przy zmianach na skórze, dzięki czemu można będzie używać tej esencji tak samo przy trądziku, jak i przy suchej, podrażnionej cerze. Mówiąc uczciwie - nigdy nie próbowałam wykorzystywać innych części lukrecji, zawsze stawiam na korzeń ;) Zaparzamy jak w poprzedniej recepturze tylko w proporcji łyżka suszu na 100 ml zagotowanej wody demineralizowanej.

Esencja nie musi stać w lodówce. Powinniście zużyć ją mniej więcej w ciągu 15 dni. Oczywiście jeśli chcecie przedłużyć jej trwałość warto dodać alkoholu etylowego (spirytus) w ilości ok 2,5 ml albo środka konserwującego stosownie do stężenia zalecanego przez producenta.

Esencja ma silnie nawilżać i wygładzać cerę, pomagać w rozjaśnieniu przebarwień (np. posłonecznych) i drobnych blizn potrądzikowych, poprawić napięcie.
Młodsze osoby bardziej skorzystają, jeśli będą stosować ją w charakterze maseczki silnie nawilżającej raz na jakiś czas.
Te z bardziej suchą albo dojrzałą cerą mogą wprowadzić ją do pielęgnacji jako stały krok codziennie wieczorem - po toniku, a przed serum czy kremem.

Sposób użycia: Kilka kropli esencji delikatnie wklepać w umytą cerę, przetartą uprzednio tonikiem.
Można też nasączyć nią maseczkę w tabletce/papierową maseczkę wyciętą z ręcznika papierowego czy maseczkę ryżową. Jeśli nie pamiętacie, jak zrobić maseczkę ryżową - obejrzyjcie TEN ODCINEK.


Serum TURBO-PETARDA na naparze z kwiatów lawendy
Wyjątkowo w tej recepturze nie podaję żadnych zamienników. Przerobiłam tyle różnych wariacji i kombinacji, że po 6 miesiącach mówię uczciwie - zróbcie taką, jaką ją zaplanowałam :)

- ekstrakt płynny z alg 3 ml
- olej z rokitnika 2 ml -
- olej z arniki górskiej 3 ml
- olejowa witamina C 5 kropli
- witamina E 3 krople
- żel hialuronowy 10 ml - polecam jednak wybrać 3%
- d-panthenol 1 ml
- guma ksantanowa 0,5 g
- napar z kwiatów lawendy 20 ml - tutaj ważna sprawa. Jeśli chcecie, żeby Wasze serum miało bardziej płynną konsystencję, musicie w tym miejscu dodać większą ilość naparu. Nie powiem dokładnie ile, bo to będzie zależało od Waszych preferencji. Po prostu w trakcie mieszania obserwujcie, jak bardzo Wasz kosmetyk gęstnieje i oceniajcie, czy już Wam odpowiada. Napar przygotowałam z łyżeczki lawendy zalanej 50 ml zagotowanej wody destylowanej.

Najważniejsze to wymieszać najpierw podstawową ilość naparu z d-panthenolem i gumą ksantanową, a następnie dodać pozostałe składniki. W razie czego możecie jeszcze dodać więcej naparu pod koniec.

Serum można trzymać bez konserwantów w lodówce przez około 2 tygodnie, albo dodać 2,5 ml alkoholu etylowego lub naturalnego konserwantu zgodnie z zaleceniami producenta i postawić w szafce, z daleka od grzejnika i promieni słonecznych na dłuższy czas.

Serum ma działaś wzmacniająco, nawilżająco, łagodząco. Mimo dodatku olejów formuła jest bardzo lekka i szybko się wchłania, przez co mogą je stosować osoby nawet o bardzo tłustej skórze.
Pomaga w regeneracji i gojeniu, przynosi ulgę przy nieprzyjemnym ściągnięciu np. po zmianie wody albo po ekspozycji na wiatr i deszcz.

Uwaga! Z powodu sporego dodatku oleju z rokitnika serum może nieco zabarwić skórę na żółto, dlatego stosujcie niewielką ilość kosmetyku na noc, a rano dokładnie oczyśćcie cerę. Zdarzało mi się też, że przy aplikacji większej ilości poplamiłam sobie pościel. Mimo wszystko było warto :)

Sposób użycia: NIEWIELKĄ ILOŚĆ serum rozprowadzamy na oczyszczonej i stonizowanej skórze twarzy, szyi i dekoltu, następnie nakładamy olej lub krem. Kosmetyk powinien być stosowany na noc.
Serum można też wykorzystać raz w tygodniu jako maskę na noc: oczyszczoną i stonizowaną cerę smarujemy nieco większą ilością serum i pozostawiamy na całą noc. Również polecam aplikować kosmetyk na szyję i dekolt.

Mam nadzieję, że przepisy się przydadzą.
Szczęśliwego nowego roku i pamiętajcie, że zwierzęta mają głęboko w ..., że fajerwerki pięknie wyglądają.
Bawcie się bezpiecznie
P.