Hej :)
Szykujemy się na duże spotkanie rodzinne, poświęciliśmy jakieś 2 godzinki na sprzątanie
i oto wzięło mnie natchnienie, żeby Wam opowiedzieć o reszcie tych produktów do domu z EDL.
Do jutra!
P.
Produkt Dnia 10:
Olej babassu
Ten o tu, na zdjęciu to nówka sztuka, jeszcze niepodrapany szpatułką ;)
Ani on pięknie pachnący, ani pięknie wyglądający, ani jakiś rewolucyjno-przełomowy nie jest :)
Jest za to dość lekki, ma stałą formę, ale bardzo łatwo zmienia konsystencję na płynną.
W kontakcie ze skórą topi się błyskawicznie :) A w domowych kosmetykach rozprowadza się bez problemów - staje sobie, gdzie go ustawicie w szeregu i elegancko spełnia swoją rolę. Bez marudzenia, robienia grudek, wytrącania się. No nie rzuca się chłopak niepotrzebnie :D
Ładnie nawilża, nie obciąża, pomaga kiedy mamy zaburzoną równowagę lipidową - np. jeśli przytrafiło nam się mycie twarzy jakimś hardcoreowym płynem myjącym i teraz twarz skrzypi o litość ;)
Lubię go do masażu twarzy, albo jako taką na szybkości olejową maseczkę:
nakładam warstwę na oczyszczoną cerę, masuję chwilę, zostawiam na godzinę, jeśli coś zostanie po tym czasie - zmywam i jadę ze standardową pielęgnacją, jeśli to konieczne.
Genialnie sprawdza się w lekkich kremach, nawet tych z gumami, robionymi na zimno. Niemniej jednak - moim absolutnym ulubieńcem jest w formulacjach do włosów. Bo są po nim mięciutkie, bo się łatwiej rozczesują, bo każda bardziewno-nieskuteczna odżywka po jego dodaniu zyskuje nowe życie;)
Znacie go? Jeśli nie to poznajcie, bo warto ;)
Buziaki!
P.