sobota, 19 września 2020

SPIS FILMÓW - YOUTUBE :)

CZARSZKA


PIELĘGNACJA CERY - PODSTAWY


PIELĘGNACJA CERY

RUTYNY PIELĘGNACYJNE I SPA 



PIELĘGNACJA CERY - Recenzje

POGADAJMY O KOSMETYKACH:

KOSMETYCZNE PODSUMOWANIA

NOWOŚCI W KOSMETYCZCE

LATO/WAKACJE

MINERAŁY - Recenzje

FRYZURY


WŁOSY przed świadomą pielęgnacją


KOSMETYCZNE RÓŻNOŚCI


PIELĘGNACJA CIAŁA, PAZNOKCI, STÓP

PIELĘGNACJA CIAŁA - Recenzje


MAKIJAŻ - Recenzje


INNE


ZDROWY BALANS



ABC DOMOWYCH KOSMETYKÓW


DIY WŁOSY


DIY TWARZ


DIY CIAŁO


ULUBIEŃCY I HITY


DENKO



*Kolosalne podziękowania dla Curly Madeleine za nieocenioną pomoc i ogrom pracy przy tworzeniu tego posta! <3

czwartek, 27 grudnia 2018

Okołoświąteczne kosmetyki do ciała ;)



Zanim przejdziemy do przepisów - wiem, że jak Święta to i cynamon ;)
Dlatego od razu lojalnie uprzedzam, jeśli macie wrażliwą, albo chociaż średnio-wrażliwą skórę odpuście pomysł dodawania olejku cynamonowego lub sproszkowanego cynamonu do swoich kosmetyków.
Co roku od listopada do lutego dostaję wiadomości z prośbą o pomoc, bo ktoś sobie dołożył jednego z tych dwóch gagatków do domowego mazidła i skończyło się silnym podrażnieniem, pieczeniem, a w najlepszym wypadku "burakiem przez kilka dni".
Może w tym roku dajmy cynamonowym zachciankom na wstrzymanie ;)
Do rzeczy.

Pomarańczowa maska do ciała.
- sok z jednej pomarańczy - może być kilka małych mandarynek albo, jeśli macie alergię na cytrusy, sok z pomidora. Chodzi o kwasy owocowe, dzięki którym skóra nabierze blasku.
- kurkuma 0,5 łyżeczki - czasem zamiast kurkumy dodaję 1-2 g ekstraktu w proszku, np. z jabłka cukrowego, czy z hibiskusa. To ma być dodatek pomagający poprawę kolorytu, poczytajcie pewnie macie coś takiego w swoich surowcowych zapasach ;)
- glinka biała ok 150 g - przy skórze z trądzikiem, jeśli mielibyście ochotę nałożyć maskę na plecy warto zamienić białą na zieloną lub marokańską. Ilość w dużej mierze od Was zależy - ktoś lubi gęste maski, ktoś rzadkie - co komu pasuje :)
- macerat z dziurawca 15 g - wybierajcie według potrzeb: czarnuszka przy zbytnio tłustej skórze, konopny czy sacha inchi przy wyjątkowo przesuszonej/łuszczącej się itd. Jeśli nie znajdziecie żadnego, który Wam odpowiada możecie użyć też oliwy z oliwek.

Maskę należy nałożyć na oczyszczone ciało - ja najczęściej nakładam na brzuch, pupę i uda, ale śmiało można posmarować klatkę piersiową i plecy - i pozostawić na mniej więcej 5-8 minut. W sam raz, żeby nałożyć odżywkę na włosy i umyć twarz ;) Pozostałości należy spłukać ciepłą wodą, jeśli maska była bardzo gęsta warto użyć gąbki. Ja już tego nie zmywam żelem, ani nie aplikuję potem balsamu do ciała, ale słuchajcie siebie i swojej skóry. Jeśli wkurza Was delikatna warstewka na skórze - domyjcie dokładniej. Jeśli po zmyciu maski pozostaje uczucie ściągnięcia i chętnie posmarowalibyście ciało balsamem czy olejkiem - śmiało :)

Kosmetyk należy zużyć bezpośrednio po przygotowaniu. Dodanie konserwantu do maski z sokiem z owoców niewiele pomoże, więc zróbcie tyle, by poszła całość na raz ;)

Mandarynkowo-goździkowy olejek pod prysznic.
- olej z pestek winogron 100 g - może być inny olej bazowy np. ze słodkich migdałów, rzepakowy, słonecznikowy.
- olej jojoba 28 g - niezawodny :) dla skór marudnych polecam też olej shea, konopny, z nagietka - opcji jest wiele.
- olej ryżowy70 g - ja tutaj dodaję przeważnie lżejszy olej, żeby konsystencja kosmetyku nie była zbyt ciężka i nie robił problemów przy rozprowadzaniu na suchej skórze, gdyby się komuś zachciało się użyć go do masażu (bo można)
- olejek eteryczny 8-10 kropli - ja mieszałam świątecznie goździk z mandarynką, ale jak się Wam podoba mango czy świerk to śmiało ;) Tylko niech to nie będzie aromat do ciasta. Proszę.
- ekstrakt z czerwonego wina 2 g - do swoich olejków pod prysznic od lat dodaję ekstrakty w proszku. Robią się takie fajne maceraty, a i działanie olejków z różnymi dodatkami widać na skórze. Praktycznie każdy ekstrakt w proszku się nada - zależy czego chcecie od olejku, wystarczy poczytać o właściwościach ekstraktu, który wpadł Wam w oko (albo który został z jakiegoś innego przepisu, po co się ma zmarnować ;) )


Kombinujcie z olejami - wykorzystajcie to, co już macie w domu. Jeśli jakiś olej wyjątkowo dobrze się sprawdza - użyjcie go :) Pamiętajcie tylko, żeby sprawdzić najpierw, czy przypadkiem wybrany przez Was surowiec nie powinien być dodany w niewielkiej ilości (np. laurowy).

Ja go nazywam "pod prysznic", bo smaruję nim wilgotne ciało tuż przed wyjściem spod prysznica, zamiast balsamu, ale możecie z niego zrobić olejek myjący pod prysznic. Wystarczy dodać 20 g mniej oleju, a w jego miejsce wstawić tyle samo polisorbatu 80 albo polisorbatu 20. Niestety muszą być dodatki ze sklepów z surowcami kosmetycznymi, no woda z ogórków nie zadziała ;)

Ta mieszanka sprawdzi się też, jako kosmetyk do masażu, jeśli nie będzie Wam wadziło kilka paprochów (ekstrakt) pod palcami. Mi nie wadzi, ale jakoś szczególnie zrzędliwa nie jestem xD

Olejek należy trzymać w szczelnie zakręconym pojemniku - woda z szamponem spod prysznica nie przysporzy mu długowieczności ;) Będzie dobry przez mniej więcej 2 miesiące w temperaturze pokojowej. Jeśli macie ochotę przedłużyć trwałość - dodajcie witaminy E w formie oleju lub konserwant do olejów. A jak znajdziecie ten drugi składnik, jakiś wyjątkowo skuteczny to poproszę o info, gdzie kupić xD

Waniliowy żel pod prysznic.
- guma ksantanowa 3 g - może być guma guar. Ja dodaję 5-6 g, bo lubimy w domu gęste żele, ale powinniście wiedzieć, że im więcej gumy - tym bardziej lepki będzie kosmetyk. Zaznaczam, bo niektórym to przeszkadza. Przy szczególnych problemach z zapychaniem duży dodatek gumy też może nie być sprzymierzeńcem. Możecie całkiem sobie darować ten składnik i będziecie mieli bardziej taki... płyn myjący niż żel :)
- d-pantenol 20 g - można zaszaleć i dodać żelu hialuronowego, ale ja uważam, że d-pantenol się sprawdza najlepiej.
- sorbitol 12 g - wpływa tutaj głównie na dwie rzeczy: lepkość kosmetyku i brak tego poczucia "skrzypiącej z czystości" skóry po myciu ;) Jeśli nie macie w domu, warto kupić i wykorzystać potem w 10 innych moich receptur ;) Był czas, że go kupowałam we flaszkach po pół litra xD
- olej awokado 15 g - można zastąpić dowolnym, który lubicie, ale nie polecam go pomijać dla uzyskania formuły "oil free", bo w takim przypadku żel może na dłuższą metę przesuszać skórę.
olejek eteryczny 15 kropli - ja wybrałam wanilię, ale śmiało eksperymentujcie. Jeśli dodajecie kilka różnych - nie dodaje się każdego po 15 kropli, tylko ich ma być tyle łącznie ;) I nie, nie może być olejek do ciasta - zaznaczam, bo ZAWSZE ktoś pyta.
- glukozyd decylowy 120 g - Można zastąpić go innym detergentem np. Caprylyl/Capryl Glucoside albo betainą kokamidopropylową. Przy wymianie należy dostosować ilość zgodnie z sugestią producenta - nie wszystkie detergenty będą tutaj w ilości 120 g. Zanim ktoś się zbulwersuje, że "przecież nikt takich rzeczy nie ma w domu!":
Po pierwsze - niektórzy mają, albo kupią specjalnie do tego przepisu, bo np. każdy żel z drogerii uczula/podrażnia i będą chcieli zrobić coś samodzielnie.
Po drugie - gdyby można było każdy kosmetyk zrobić z Osełki z Pasłęka, oleju Kujawskiego i mąki pszennej typ 500 bez wątpienia tylko tego byśmy używali. Ale się nie da, więc trzeba sięgać po zdobycze nauki, zamiast po zdobycze z Lidla :)

- hydrolat z kocanki 220 g - śmiało możecie dac wodę demineralizowaną lub destylowaną. Hydrolat znacznie podroży koszt kosmetyku, ale jak wspominam w odcinku - termin zbliżał się ku końcowi, więc wykorzystałam go, żeby nie poszedł w zlew ;)
- konserwowant 25-30 g - w końcu coś z marketu, stacjonarnie - spirytus xD bo innego nie miałam w domu. Może być ekologiczny konserwant ze sklepu z surowcami, ja muszę dokupić takich.

Wyjątkowo polecam to zakonserwować, bo jednak pół litra żeli się nie zużyje w 2 tygodnie. Jeśli się obawiacie konserwantów - róbcie porcje po 100 g i zużywajcie w ciągu8-10 dni. Mój ze spirytusem będzie ok przez mniej więcej 1,5 miesiąca. Zakonserwowany może stać w łazience, niezakonserwowany musi trafić do lodówki. Prysznic z żelem z lodówki też do przyjemnych nie należy ;)

Sposobu użycia dla żelu pod prysznic chyba nie muszę opisywać ;) i tak, może robić za mydło w płynie do rąk do częstego stosowania.

Michał mi elegancko ten żel podsumował: "Ok, pachnie ok, gęsty jest, myje, ale jakieś ciało po nim zbyt nawilżone, nie takie jak po mydle, że prawie skrzypi." Największy komplement :D Kwiaty i czekoladki niepotrzebne :D

Wesołego Nowego Roku!
P.


czwartek, 8 listopada 2018

Domowe preparaty punktowe na pryszcze



Hej!
Dzisiaj mam dla Was 3 proste przepisy na punktowe preparaty na pryszcze.
Żeby było jasne - to nie jest sposób na piękną, gładką cerę!
Na to trzeba zapracować (przede wszystkim lokalizując przyczynę problemu) i nie dajcie sobie wmówić, że magiczny krem czy serum załatwią sprawę.
To są po prostu preparaty, które w tym roku pomagają mi poskromić zmiany na brodzie, które to oficjalnie komunikują światu, że mam hardcore'owy czas i dużo stresu w ostatnich 2 miesiącach ;)

Aloesowy preparat punktowy:
- ekstrakt z lukrecji 0,12 g - znakomicie się sprawdza, kiedy zmiany są czerwone i bolesne, może być też ekstrakt z jabłka cukrowego, albo płynny ekstrakt z maliny. W przypadku ekstraktu płynnego można już sobie odpuścić hydrolat.
- hydrolat oczarowy 1 g - przyspiesza gojenie, więc jest przyjemnym dodatkiem. Jeśli nie używacie ekstraktu w proszku - można go totalnie pominąć. W zastępstwie posłuży też czystek albo chaber bławatek.
- d-pantenol 1 g - pomaga uniknąć suchych skórek wokół zmian, które złośliwie zachęcają nas do skubania i pogarszania sytuacji ;) Ostatecznie można dodać sorbitolu albo gliceryny roślinnej, jeśli Wam nie przeszkadza.
- żel aloesowy 10 g - jeśli macie alergię możecie zamienić go na żel z żyworódki, albo napar z oczaru lub rumianku. W przypadku naparu preparat będzie oczywiście kompletnie płynny, więc trudniej będzie go nałożyć.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na noc.

Termin ważności i przechowywanie: preparat należy trzymać w lodówce i zużyć w ciągu 2 tygodni od przygotowania. 4 dni, jeśli używacie naparu zamiast żelu. Najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Jeśli chcecie przedłużyć trwałość preparatu - wystarczy dodać do niego środka konserwującego, oczywiście zgodnie z zaleceniami producenta.


Olejowy preparat punktowy:
- olej jojoba 5 ml - może być też olej z pestek winogron albo inny, który Wam odpowiada. U mnie akurat jojoba zawsze sprawdza się tam, gdzie przyda się ukojenie.
- olej konopny 2 ml - albo olej z czarnuszki. Wiem, że część osób bardzo żali się na zapach oleju konopnego (i tamanu xD), ale ten preparat nie ma pachnieć pięknie, tylko sprawić, że pryszcze nie będą swędzące i nie zrobi się na nich sucha skorupa, którą później z uporem maniaka będziemy skubać, aż zamiast 3 pryszczy będzie ich 30 ;)
- olej tamanu 1 ml - cuchnie, ale działa. Ja czasami dodaję zamiast niego oleju rycynowego, ale to już musicie sami ocenić. Jeśli np. w OCM olej rycynowy Wam nie służy, to w takim preparacie również nie będzie.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na noc. Jeśli nie nosisz makijażu w ciągu dnia, ale masz tendencje do drapania i skubania zmian - możesz nakładać go też kilka razy w ciągu dnia, żeby tego uniknąć.

Termin ważności i przechowywanie: mieszankę trzeba trzymać w lodówce, jeśli użyjecie oleju konopnego. Jeśli nie - szafka z daleka od kaloryfera będzie ok. Najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Należy ją zużyć w ciągu 8-10 dni od momentu przygotowania.

Glinkowy preparat punktowy:
- glinka zielona 5 g - może być też żółta, albo ghassoul. Biała w ostateczności. Czerwoną odradzam, bo zostawiona na 20 minut na skórze zabarwi ją na czerwono i zamiast mniej widocznych zmian, będą bardziej widoczne placki ;)
- węgiel aktywny 1 g - jakby się bardzo upierać, to błoto z Morza Martwego się nada. Wolę węgiel, zwłaszcza jeśli mi zależy, żeby podskórna gula "wylazła" na wierzch ;) Ohydny opis, wiem, ale wszyscy wiemy o do kaman ;)
- spirulina 2 g - pomaga przy zaczerwienieniu, trochę ściąga. Jeśli nie macie spiruliny - warto dodać szczyptę maski algowej - konsystencja też będzie ciekawsza. Kilka razy robiłam z matchą - nie jest to zastępnik, ale też dobry dodatek ;)
- hydrolat z czystka - według uznania, do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Może być też oczarowy, albo napar ziołowy.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na 20 minut, delikatnie zmyj letnią wodą. Stosuj raz dziennie.

Termin ważności i przechowywanie: mieszankę trzeba trzymać w lodówce, najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Należy ją zużyć w ciągu 3-4 dni od momentu przygotowania.

Wcześniej pokazywałam Wam przepisy z olejkami eterycznymi i masłem shea - nadal je lubię i stosuję. Było trochę próśb o coś bez olejków eterycznych i bez olejów w ogóle, stąd dzisiejszy odcinek.

Mam nadzieję, że się przyda.
Pozdrawiam!
P.

czwartek, 20 września 2018

Domowe esencje (z fermentami z alg, bambusa i aceroli!)



Hej!
Krótka piłka z mojej strony: 3 proste przepisy na domowe esencje.
Do każdej z nich dodałam jakiś składnik fermentowany, żeby wzmocnić działanie i polepszyć wchłanianie kosmetyku.
Sposób użycia dla każdej z nich jest taki sam:
- można wklepać niewielką ilość esencji jako krok w pielęgnacji (po toniku, a przed serum),
- użyć do metody 7SKIN (o której opowiadam TUTAJ)
- albo nasączyć ręcznik papierowy/papier ryżowy/maseczkę w tabletce i użyć w charakterze maseczki.

Esencja Rumiankowa:
(przy wrażliwej cerze, podrażnieniach, przesuszeniu)
hydrolat z rumianku 20 g - robiłam też na naparze rumiankowym, ale trzeba wtedy przygotować połowę porcji, żeby się nie zepsuło w międzyczasie ;)

hydrolat waniliowy 7,2 g - dodaję go głównie dla przyjemnego zapachu. Można śmiało dać więcej rumiankowego i np. olejek eteryczny, albo całkiem pominąć, jeśli nie wadzą Wam naturalne zapachy.

d-pantenol 1,5 g - żel hialuronowy też będzie tutaj pasował, ale przy podrażnionej buzi warto sięgnąć po d-pantenol.

ekstrakt z nagietka 0,3 g - zasadniczo każdy ekstrakt o działaniu łagodzącym/przyspieszającym gojenie będzie się nadawał - pamiętajcie tylko o przestrzeganiu stężenia zalecanego przez producenta. To nie jest tak, że firmy kosmetyczne złośliwie dają mało ekstraktów do kosmetyków ;) - po prostu za duża ilość pójdzie na krzywdę zamiast na korzyść ;)

bioferment z alg 1 g - możecie zamieniać z innymi fermentami, ale działanie kosmetyku kompletnie się zmienia. Ten najprościej mówiąc sprawia, że kosmetyk otula ;)

guma ksantanowa - można całkiem pominąć, albo dodać szczyptę, żeby uzyskać konsystencję, która Wam odpowiada. Nie przesadzajcie z ilością, bo esencja będzie się kleić na twarzy, albo zrobią się grudki. Może być też guma guar.

Esencja powinna być zużyta w ciągu 3 tygodni od momentu przygotowania, warto trzymać ją w lodówce, ale nie jest to konieczne. Jeśli chcecie przedłużyć trwałość - dodajcie konserwantu, oczywiście zgodnie z zaleceniami producenta.


Esencja Malinowa:
(powinnam ją nazwać esencją z lotosu, ale mam anginę i hardcore'ową gorączkę, pomieszało mi się i już tak zostanie ;) kosmetyk silnie nawilża, zmniejsza zaczerwienienie i zostawia delikatną warstwę na twarzy, polecam też na dekolt)

hydrolat z lotosu 20 g - pięknie pachnie i nadaje się jako baza do wielu domowych kosmetyków, chociaż sam cudów nie czyni. Możecie zastąpić takim, jaki lubi Wasza cera. Niekoniecznie nada się oczar czy czystek ;)

hydrolat malinowy 6,4 g - bardzo go lubię przy recepturach dla cery naczyniowej, ale też przy rozszerzonych porach. Jeśli macie ekstrakt z maliny, możecie dodać więcej bazowego hydrolatu i użyć tego ekstraktu właśnie (zgodnie ze wskazanym stężeniem!)

gliceryna roślinna 1 g - dla wszystkich przerażonych gliceryną - można ją zastąpić sorbitolem albo d-pantenolem. Ja nie mam problemów z gliceryną w kosmetykach, używam jej od lat z powodzeniem. Niektórzy zarzekają się, że roślinna nie zapycha, a zwykła tak - u mnie przechodzą obie, więc nie widzę sensu jej odstawiać ;)

ekstrakt z lukrecji 0,6 g - wrażliwa i naczyniowa cera go pokocha. Jeśli macie inny ekstrakt, który Wam pasuje (ginko biloba, jabłko, żeń-szeń itd.) - użyjcie go. Przypominam tylko z uporam maniaka, żeby nie przesadzać z ilością i przestrzegać stężeń sugerowanych przez producenta.

bioferment z bambusa 2 g - nazywają go naturalnym silikonem i ja się trochę z tym zgadzam - kosmetyk z nim sunie po twarzy jak złoto, naprawdę polecam. Super też sprawdzi się do kosmetyków do włosów. Nie zamieniłabym go na nic innego.

guma ksantanowa - można całkiem pominąć, albo dodać szczyptę, żeby uzyskać konsystencję, która Wam odpowiada. Nie przesadzajcie z ilością, bo esencja będzie się kleić na twarzy, albo zrobią się grudki. Może być też guma guar.


Esencja powinna być zużyta w ciągu 3 tygodni od momentu przygotowania, warto trzymać ją w lodówce, ale nie jest to konieczne. Jeśli chcecie przedłużyć trwałość - dodajcie konserwantu, oczywiście zgodnie z zaleceniami producenta.


Esencja Jaśminowa:
(z tą się polubią dojrzałe i kapryśne cery) 

hydrolat jaśminowy 20 g - głównie z myślą o marudach zapachowych ;) robiłam chyba z 6 różnymi do tej pory i wszystko pasowało (lipa, wanilia, rumianek, chaber)

hydrolat z kocanki 4 g - przyjaciel cery naczyniowej i dotkniętej trądzikiem różowatym, kluczowy i niezastąpiony, chociaż cuchnie gnijącym sianem ;) (spokojnie, jaśmin "zabija" ten smrodek)

żel hialuronowy 1% 3 g - d-pantenol też może być, ale ja naprawdę tu polecam hialuron ;) Wyższe stężenia też pasują, ja akurat miałam tylko 1% w domu.

bioferment z aceroli 1,5 g - dodawałam tu też ten z alg, ale to już nie to samo. Naprawdę warto sobie sprawić flaszkę, a potem dodawać do toniku, serum, maski, esencji ;) Dobre to małe coś ;)

ekstrakt z jabłka cukrowego 1,5 g - dwa razy robiłam z mocznikiem zamiast ekstraktu, raz z lukrecją i raz z hibiskusem - zawsze wychodzi fajne, po prostu działa inaczej niż podstawowy przepis.

Ja już tego nie zagęszczam gumą, bo żel jest dość gęsty, ale róbcie jak uważacie - po to robimy kosmetyk samodzielnie, żeby był taki, jak nam pasuje.

Esencja powinna być zużyta w ciągu 3 tygodni od momentu przygotowania, warto trzymać ją w lodówce, ale nie jest to konieczne. Jeśli chcecie przedłużyć trwałość - dodajcie konserwantu, oczywiście zgodnie z zaleceniami producenta.

Jeśli są jakieś błędy -  bardzo przepraszam, będę korygować, kiedy poczuję się lepiej (angina z gorączką dowaliły do pieca bardziej, niż się spodziewałam).

Przyjemnego wieczoru!
P.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Domowe kosmetyki na "mleku" owsianym :D



Hej!
Płatki owsiane ratowały mnie już z milion razy - to jest już chyba jasne jak słońce ;)



Jasne jest też, że one lubią być upierdliwe w użyciu i sprzątaniu po użyciu ;)
Z tego powodu jakiś czas temu wpadłam na pomysł wymianki samych płatków na "mleko" owsiane.
Próbowałam, kombinowałam, sporo produktów zmarnowałam aż w końcu wykręciłam 3 fajne przepisy, którymi mogę się z Wami podzielić :)
Płatki/mleko owsiane błyskawicznie pomagają załagodzić podrażnioną, czerwoną, piekącą skórę po jakichś nieprzyjemnych przygodach i wracam do nich od wielu, wielu lat.

"Mleko" owsiane możecie kupić w sklepie, albo zrobić domowe.
Ja wolę własne, bo nie zawiera cukru i innych dodatków. Jeśli chcę je wykorzystać w kuchni dodaję trochę więcej wody. Do kosmetyków domowych używam proporcji 2:1 (woda:płatki)



Maska z pokrzywą:

- mleko owsiane 15 g - robiłam też z jogurtem i z jakimś migdałowym mlekiem wcześniej - to mnie to samo, ale też całkiem przyjemne

-  suszona pokrzywa 1 g - świetnie się sprawdza przy zaczerwienieniu, a przy tym funduje bardzo delikatny peeling. Może być herbatka pokrzywowa wysypana z torebki, przyjemnie działają też płatki nagietka i chabra bławatka. Nie polecam mięty - jeśli jest chociaż odrobinka podrażnienia albo skóra była wystawiona na działąnie promieni słonecznych albo wiatru (tak, odpalałam już jesienią ;) )
- buzia może szczypać lub lekko piec, a nie powinno tak być.

- olej z czarnuszki 1 g - tutaj macie kompletną dowolność - Wasz ulubiony olej, to ten właściwy ;)

- ekstrakt z nagietka 0,3 g - polecam też ekstrakty z hibiskusa, jabłka, ginko biloba - niech Was niesie wyobraźnia ;) Tylko wypadałoby pamiętać o tym, że każdy z ekstraktów powinien być użyty w ilości nie większej, niż zalecana przez producenta.

Maseczkę należy odstawić do lodówki na 15-20 minut po przygotowaniu, nałożyć na twarz, pozostawić na 10-20 minut, a następnie zmyć letnią wodą. Jeśli trzeba smarujemy później twarz kremem, ale na 90% nie będzie trzeba ;)

Należy zużyć całość od razu, receptura nie nadaje się do przechowywania.



"Emulsja" owsiana:

- "mleko" owsiane 5 g - miałam kilka prób z dodawaniem mniejszej i większej ilości tak, żeby zamienić ten produkt w tonik i umieścić go w butelce z atomizerem, niestety za każdym razem pluje, albo się blokuje, albo zwyczajnie nie działa tak, jakbym sobie życzyła. "Emulsja" nie nadaje się też do stosowania jako tonik/esencja, ale nie zamierzam się poddawać :D

- hydrolat z lotosu 15 g - można wymienić na inne hydrolaty które nawilżają i łagodzą. Te silnie oczyszczające nie sprawdzą się tym razem.

- olej z alg fucus 3 g - próbowałam też z innymi, w tym makadamia, marula, arganowy lub z opuncji. O dziwo widać sporą różnicę w działaniu, więc wybierajcie według własnych potrzeb.

- d-panthenol 5 g - opcjonalnie można dodać żel hialuronowy.

Koniecznie trzeba to trzymać w lodówce, maksymalnie przez 4-5 dni, dlatego robię taką małą ilość. Próbowałam z kilkoma konserwantami, ale albo konsystencja się papra, albo jakieś inne nieprzyjemności się pojawiają, nawet ze starym dobrym etanolem, więc zostaję przy wersji niekonserwowanej.

Emulsja nie nadaje się do stosowania jako tonik czy esencja (jaki pisałam wyżej). Służy do nasączania np. ręcznika papierowego, papieru ryżowego, masek celulozowych w tabletce albo płatków bawełnianych. Maska czy płatki od razu są zimne, ponieważ emulsję należy przechowywać w lodówce. Maseczkę trzymam na twarzy max 25 minut, płatki pod oczy do momentu, kiedy się zagrzeją. Jeśli czujecie potrzebę zmycia pozostałości emulsji z twarzy możecie to zrobić letnią wodą lub tonikiem, ale nie jest to konieczne za każdym razem - będziecie wiedzieć, czy coś zostało na buzi i Wam przeszkadza, czy nie ;)



Owsiana maska oczyszczająca:

- "pulpa" owsiana 100 g - możecie też bardzo namoczyć płatki owsiane, wyjdzie wtedy kompletnie inna konsystencja, ale działanie takie samo.

- glinka zielona illite 25 g - ponieważ płatki zapobiegają przesuszeniu możecie sięgnąć po bardzo oczyszczające glinki, ale tak naprawdę z każdą się uda ;)

- węgiel aktywny 5 g - ja użyłam bambusowego żeby zafundować buzi mikro-detox za okazją. Jeśli nie macie kłopotów z naczynkami świetnie sprawdza się tutaj też zeolit ;)

Maskę należy zużyć bezpośrednio po przygotowaniu - już 15-20 minut później robi się zbyt gęsta, zaczyna się kruszyć i nie można jej wygodnie rozprowadzić. Taka ilość maski pokrywa twarz, szyję i cały dekolt i tak też polecam ją nakładać - idealna maska do wanny ;)
Może spokojnie wyschnąć na twarzy - dzięki pulpie nie zostawi podrażnienia. Trzymam to czasem nawet 15 minut. Podczas zmywania zrobi się lekko śliska i palce mogą się przesuwać po niej, zamiast ją ściągać, więc konjac/gąbeczka/ściereczka mogą się okazać przydatne.

Przypominam, zwłaszcza tym młodszym pasjonatom pielęgnacji ;) żeby umyć po sobie dokładnie umywalkę/wannę i zadbać o to, żeby nie zapchać odpływu ;)

Mam nadzieję, że odcinek się Wam podobał.
Pozdrawiam!
P.