poniedziałek, 12 października 2020

Aktualna pielęgnacja włosów :D


Myję i stylizuję, jak pokazywałam w ubiegłych odcinkach - dzisiaj tylko wyciągnęłam trochę nowych kosmetyków :D

Lista produktów: Anwen, Szczotka do włosów, Eco Hairbrush: https://bit.ly/33HywY0 Cantu, Odżywka do mycia włosów, Complete Conditioning Co-Wash: https://bit.ly/3nzUog0 Hairy Tale Cosmetics, Żel do stylizacji, Lemon Lemur: https://bit.ly/33nbWm1 BIO2YOU, Szampon do włosów, HairPro, Z proteinami i aminokwasami jedwabiu: https://bit.ly/3loEl2s Curl Keeper, Żel do stylizacji, Original: https://bit.ly/30QdmFo Insight, Krem modelujący do włosów, Styling Shaping Cream: https://bit.ly/3jJ07xK SO’Bio Etic, Krem do układania włosów, Kokos i kwas hialuronowy: https://bit.ly/3kJegL8 BasicLab, Odżywka do włosów, Włosy kręcone: https://bit.ly/3jLByAe Anwen, Serum do włosów, Happy Ends, Płynne do zabezpieczania końcówek: https://bit.ly/33HOe5l BIO2YOU, Maska do włosów, Nawilżająca z kolagenem i kwasem hialuronowym: https://bit.ly/3iGT3QV Anwen, Mgiełka do włosów, Piña Lokada: https://bit.ly/34Gt07b

Powiązane odcinki/playlisty: Pielęgnacja włosów świadomie: https://www.youtube.com/playlist?list...

________________________________ 


sobota, 19 września 2020

SPIS FILMÓW - YOUTUBE :)

CZARSZKA


PIELĘGNACJA CERY - PODSTAWY


PIELĘGNACJA CERY

RUTYNY PIELĘGNACYJNE I SPA 



PIELĘGNACJA CERY - Recenzje

POGADAJMY O KOSMETYKACH:

KOSMETYCZNE PODSUMOWANIA

NOWOŚCI W KOSMETYCZCE

LATO/WAKACJE

MINERAŁY - Recenzje

FRYZURY


WŁOSY przed świadomą pielęgnacją


KOSMETYCZNE RÓŻNOŚCI


PIELĘGNACJA CIAŁA, PAZNOKCI, STÓP

PIELĘGNACJA CIAŁA - Recenzje


MAKIJAŻ - Recenzje


INNE


ZDROWY BALANS



ABC DOMOWYCH KOSMETYKÓW


DIY WŁOSY


DIY TWARZ


DIY CIAŁO


ULUBIEŃCY I HITY


DENKO



*Kolosalne podziękowania dla Curly Madeleine za nieocenioną pomoc i ogrom pracy przy tworzeniu tego posta! <3

czwartek, 27 grudnia 2018

Okołoświąteczne kosmetyki do ciała ;)



Zanim przejdziemy do przepisów - wiem, że jak Święta to i cynamon ;)
Dlatego od razu lojalnie uprzedzam, jeśli macie wrażliwą, albo chociaż średnio-wrażliwą skórę odpuście pomysł dodawania olejku cynamonowego lub sproszkowanego cynamonu do swoich kosmetyków.
Co roku od listopada do lutego dostaję wiadomości z prośbą o pomoc, bo ktoś sobie dołożył jednego z tych dwóch gagatków do domowego mazidła i skończyło się silnym podrażnieniem, pieczeniem, a w najlepszym wypadku "burakiem przez kilka dni".
Może w tym roku dajmy cynamonowym zachciankom na wstrzymanie ;)
Do rzeczy.

Pomarańczowa maska do ciała.
- sok z jednej pomarańczy - może być kilka małych mandarynek albo, jeśli macie alergię na cytrusy, sok z pomidora. Chodzi o kwasy owocowe, dzięki którym skóra nabierze blasku.
- kurkuma 0,5 łyżeczki - czasem zamiast kurkumy dodaję 1-2 g ekstraktu w proszku, np. z jabłka cukrowego, czy z hibiskusa. To ma być dodatek pomagający poprawę kolorytu, poczytajcie pewnie macie coś takiego w swoich surowcowych zapasach ;)
- glinka biała ok 150 g - przy skórze z trądzikiem, jeśli mielibyście ochotę nałożyć maskę na plecy warto zamienić białą na zieloną lub marokańską. Ilość w dużej mierze od Was zależy - ktoś lubi gęste maski, ktoś rzadkie - co komu pasuje :)
- macerat z dziurawca 15 g - wybierajcie według potrzeb: czarnuszka przy zbytnio tłustej skórze, konopny czy sacha inchi przy wyjątkowo przesuszonej/łuszczącej się itd. Jeśli nie znajdziecie żadnego, który Wam odpowiada możecie użyć też oliwy z oliwek.

Maskę należy nałożyć na oczyszczone ciało - ja najczęściej nakładam na brzuch, pupę i uda, ale śmiało można posmarować klatkę piersiową i plecy - i pozostawić na mniej więcej 5-8 minut. W sam raz, żeby nałożyć odżywkę na włosy i umyć twarz ;) Pozostałości należy spłukać ciepłą wodą, jeśli maska była bardzo gęsta warto użyć gąbki. Ja już tego nie zmywam żelem, ani nie aplikuję potem balsamu do ciała, ale słuchajcie siebie i swojej skóry. Jeśli wkurza Was delikatna warstewka na skórze - domyjcie dokładniej. Jeśli po zmyciu maski pozostaje uczucie ściągnięcia i chętnie posmarowalibyście ciało balsamem czy olejkiem - śmiało :)

Kosmetyk należy zużyć bezpośrednio po przygotowaniu. Dodanie konserwantu do maski z sokiem z owoców niewiele pomoże, więc zróbcie tyle, by poszła całość na raz ;)

Mandarynkowo-goździkowy olejek pod prysznic.
- olej z pestek winogron 100 g - może być inny olej bazowy np. ze słodkich migdałów, rzepakowy, słonecznikowy.
- olej jojoba 28 g - niezawodny :) dla skór marudnych polecam też olej shea, konopny, z nagietka - opcji jest wiele.
- olej ryżowy70 g - ja tutaj dodaję przeważnie lżejszy olej, żeby konsystencja kosmetyku nie była zbyt ciężka i nie robił problemów przy rozprowadzaniu na suchej skórze, gdyby się komuś zachciało się użyć go do masażu (bo można)
- olejek eteryczny 8-10 kropli - ja mieszałam świątecznie goździk z mandarynką, ale jak się Wam podoba mango czy świerk to śmiało ;) Tylko niech to nie będzie aromat do ciasta. Proszę.
- ekstrakt z czerwonego wina 2 g - do swoich olejków pod prysznic od lat dodaję ekstrakty w proszku. Robią się takie fajne maceraty, a i działanie olejków z różnymi dodatkami widać na skórze. Praktycznie każdy ekstrakt w proszku się nada - zależy czego chcecie od olejku, wystarczy poczytać o właściwościach ekstraktu, który wpadł Wam w oko (albo który został z jakiegoś innego przepisu, po co się ma zmarnować ;) )


Kombinujcie z olejami - wykorzystajcie to, co już macie w domu. Jeśli jakiś olej wyjątkowo dobrze się sprawdza - użyjcie go :) Pamiętajcie tylko, żeby sprawdzić najpierw, czy przypadkiem wybrany przez Was surowiec nie powinien być dodany w niewielkiej ilości (np. laurowy).

Ja go nazywam "pod prysznic", bo smaruję nim wilgotne ciało tuż przed wyjściem spod prysznica, zamiast balsamu, ale możecie z niego zrobić olejek myjący pod prysznic. Wystarczy dodać 20 g mniej oleju, a w jego miejsce wstawić tyle samo polisorbatu 80 albo polisorbatu 20. Niestety muszą być dodatki ze sklepów z surowcami kosmetycznymi, no woda z ogórków nie zadziała ;)

Ta mieszanka sprawdzi się też, jako kosmetyk do masażu, jeśli nie będzie Wam wadziło kilka paprochów (ekstrakt) pod palcami. Mi nie wadzi, ale jakoś szczególnie zrzędliwa nie jestem xD

Olejek należy trzymać w szczelnie zakręconym pojemniku - woda z szamponem spod prysznica nie przysporzy mu długowieczności ;) Będzie dobry przez mniej więcej 2 miesiące w temperaturze pokojowej. Jeśli macie ochotę przedłużyć trwałość - dodajcie witaminy E w formie oleju lub konserwant do olejów. A jak znajdziecie ten drugi składnik, jakiś wyjątkowo skuteczny to poproszę o info, gdzie kupić xD

Waniliowy żel pod prysznic.
- guma ksantanowa 3 g - może być guma guar. Ja dodaję 5-6 g, bo lubimy w domu gęste żele, ale powinniście wiedzieć, że im więcej gumy - tym bardziej lepki będzie kosmetyk. Zaznaczam, bo niektórym to przeszkadza. Przy szczególnych problemach z zapychaniem duży dodatek gumy też może nie być sprzymierzeńcem. Możecie całkiem sobie darować ten składnik i będziecie mieli bardziej taki... płyn myjący niż żel :)
- d-pantenol 20 g - można zaszaleć i dodać żelu hialuronowego, ale ja uważam, że d-pantenol się sprawdza najlepiej.
- sorbitol 12 g - wpływa tutaj głównie na dwie rzeczy: lepkość kosmetyku i brak tego poczucia "skrzypiącej z czystości" skóry po myciu ;) Jeśli nie macie w domu, warto kupić i wykorzystać potem w 10 innych moich receptur ;) Był czas, że go kupowałam we flaszkach po pół litra xD
- olej awokado 15 g - można zastąpić dowolnym, który lubicie, ale nie polecam go pomijać dla uzyskania formuły "oil free", bo w takim przypadku żel może na dłuższą metę przesuszać skórę.
olejek eteryczny 15 kropli - ja wybrałam wanilię, ale śmiało eksperymentujcie. Jeśli dodajecie kilka różnych - nie dodaje się każdego po 15 kropli, tylko ich ma być tyle łącznie ;) I nie, nie może być olejek do ciasta - zaznaczam, bo ZAWSZE ktoś pyta.
- glukozyd decylowy 120 g - Można zastąpić go innym detergentem np. Caprylyl/Capryl Glucoside albo betainą kokamidopropylową. Przy wymianie należy dostosować ilość zgodnie z sugestią producenta - nie wszystkie detergenty będą tutaj w ilości 120 g. Zanim ktoś się zbulwersuje, że "przecież nikt takich rzeczy nie ma w domu!":
Po pierwsze - niektórzy mają, albo kupią specjalnie do tego przepisu, bo np. każdy żel z drogerii uczula/podrażnia i będą chcieli zrobić coś samodzielnie.
Po drugie - gdyby można było każdy kosmetyk zrobić z Osełki z Pasłęka, oleju Kujawskiego i mąki pszennej typ 500 bez wątpienia tylko tego byśmy używali. Ale się nie da, więc trzeba sięgać po zdobycze nauki, zamiast po zdobycze z Lidla :)

- hydrolat z kocanki 220 g - śmiało możecie dac wodę demineralizowaną lub destylowaną. Hydrolat znacznie podroży koszt kosmetyku, ale jak wspominam w odcinku - termin zbliżał się ku końcowi, więc wykorzystałam go, żeby nie poszedł w zlew ;)
- konserwowant 25-30 g - w końcu coś z marketu, stacjonarnie - spirytus xD bo innego nie miałam w domu. Może być ekologiczny konserwant ze sklepu z surowcami, ja muszę dokupić takich.

Wyjątkowo polecam to zakonserwować, bo jednak pół litra żeli się nie zużyje w 2 tygodnie. Jeśli się obawiacie konserwantów - róbcie porcje po 100 g i zużywajcie w ciągu8-10 dni. Mój ze spirytusem będzie ok przez mniej więcej 1,5 miesiąca. Zakonserwowany może stać w łazience, niezakonserwowany musi trafić do lodówki. Prysznic z żelem z lodówki też do przyjemnych nie należy ;)

Sposobu użycia dla żelu pod prysznic chyba nie muszę opisywać ;) i tak, może robić za mydło w płynie do rąk do częstego stosowania.

Michał mi elegancko ten żel podsumował: "Ok, pachnie ok, gęsty jest, myje, ale jakieś ciało po nim zbyt nawilżone, nie takie jak po mydle, że prawie skrzypi." Największy komplement :D Kwiaty i czekoladki niepotrzebne :D

Wesołego Nowego Roku!
P.


czwartek, 8 listopada 2018

Domowe preparaty punktowe na pryszcze



Hej!
Dzisiaj mam dla Was 3 proste przepisy na punktowe preparaty na pryszcze.
Żeby było jasne - to nie jest sposób na piękną, gładką cerę!
Na to trzeba zapracować (przede wszystkim lokalizując przyczynę problemu) i nie dajcie sobie wmówić, że magiczny krem czy serum załatwią sprawę.
To są po prostu preparaty, które w tym roku pomagają mi poskromić zmiany na brodzie, które to oficjalnie komunikują światu, że mam hardcore'owy czas i dużo stresu w ostatnich 2 miesiącach ;)

Aloesowy preparat punktowy:
- ekstrakt z lukrecji 0,12 g - znakomicie się sprawdza, kiedy zmiany są czerwone i bolesne, może być też ekstrakt z jabłka cukrowego, albo płynny ekstrakt z maliny. W przypadku ekstraktu płynnego można już sobie odpuścić hydrolat.
- hydrolat oczarowy 1 g - przyspiesza gojenie, więc jest przyjemnym dodatkiem. Jeśli nie używacie ekstraktu w proszku - można go totalnie pominąć. W zastępstwie posłuży też czystek albo chaber bławatek.
- d-pantenol 1 g - pomaga uniknąć suchych skórek wokół zmian, które złośliwie zachęcają nas do skubania i pogarszania sytuacji ;) Ostatecznie można dodać sorbitolu albo gliceryny roślinnej, jeśli Wam nie przeszkadza.
- żel aloesowy 10 g - jeśli macie alergię możecie zamienić go na żel z żyworódki, albo napar z oczaru lub rumianku. W przypadku naparu preparat będzie oczywiście kompletnie płynny, więc trudniej będzie go nałożyć.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na noc.

Termin ważności i przechowywanie: preparat należy trzymać w lodówce i zużyć w ciągu 2 tygodni od przygotowania. 4 dni, jeśli używacie naparu zamiast żelu. Najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Jeśli chcecie przedłużyć trwałość preparatu - wystarczy dodać do niego środka konserwującego, oczywiście zgodnie z zaleceniami producenta.


Olejowy preparat punktowy:
- olej jojoba 5 ml - może być też olej z pestek winogron albo inny, który Wam odpowiada. U mnie akurat jojoba zawsze sprawdza się tam, gdzie przyda się ukojenie.
- olej konopny 2 ml - albo olej z czarnuszki. Wiem, że część osób bardzo żali się na zapach oleju konopnego (i tamanu xD), ale ten preparat nie ma pachnieć pięknie, tylko sprawić, że pryszcze nie będą swędzące i nie zrobi się na nich sucha skorupa, którą później z uporem maniaka będziemy skubać, aż zamiast 3 pryszczy będzie ich 30 ;)
- olej tamanu 1 ml - cuchnie, ale działa. Ja czasami dodaję zamiast niego oleju rycynowego, ale to już musicie sami ocenić. Jeśli np. w OCM olej rycynowy Wam nie służy, to w takim preparacie również nie będzie.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na noc. Jeśli nie nosisz makijażu w ciągu dnia, ale masz tendencje do drapania i skubania zmian - możesz nakładać go też kilka razy w ciągu dnia, żeby tego uniknąć.

Termin ważności i przechowywanie: mieszankę trzeba trzymać w lodówce, jeśli użyjecie oleju konopnego. Jeśli nie - szafka z daleka od kaloryfera będzie ok. Najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Należy ją zużyć w ciągu 8-10 dni od momentu przygotowania.

Glinkowy preparat punktowy:
- glinka zielona 5 g - może być też żółta, albo ghassoul. Biała w ostateczności. Czerwoną odradzam, bo zostawiona na 20 minut na skórze zabarwi ją na czerwono i zamiast mniej widocznych zmian, będą bardziej widoczne placki ;)
- węgiel aktywny 1 g - jakby się bardzo upierać, to błoto z Morza Martwego się nada. Wolę węgiel, zwłaszcza jeśli mi zależy, żeby podskórna gula "wylazła" na wierzch ;) Ohydny opis, wiem, ale wszyscy wiemy o do kaman ;)
- spirulina 2 g - pomaga przy zaczerwienieniu, trochę ściąga. Jeśli nie macie spiruliny - warto dodać szczyptę maski algowej - konsystencja też będzie ciekawsza. Kilka razy robiłam z matchą - nie jest to zastępnik, ale też dobry dodatek ;)
- hydrolat z czystka - według uznania, do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Może być też oczarowy, albo napar ziołowy.

Sposób użycia: Za pomocą patyczka kosmetycznego nanieś niewielką ilość preparatu bezpośrednio na zmiany. Pozostaw na 20 minut, delikatnie zmyj letnią wodą. Stosuj raz dziennie.

Termin ważności i przechowywanie: mieszankę trzeba trzymać w lodówce, najlepiej w opakowaniu z ciemnego szkła, szczelnie zamkniętym. Należy ją zużyć w ciągu 3-4 dni od momentu przygotowania.

Wcześniej pokazywałam Wam przepisy z olejkami eterycznymi i masłem shea - nadal je lubię i stosuję. Było trochę próśb o coś bez olejków eterycznych i bez olejów w ogóle, stąd dzisiejszy odcinek.

Mam nadzieję, że się przyda.
Pozdrawiam!
P.